Ależ ten czas leci. Dopiero co żyliśmy meczem otwarcia, pojedynkiem Cavs i Celtics, fenomenalnym początkiem sezonu w wykonaniu Giannisa i Porzingisa, ich chwilowymi spadkami formy i setkami innych wydarzeń. Tymczasem zbliżamy się do półmetka rozgrywek i możemy tylko ostrzyć sobie zęby na tę drugą, jeszcze ciekawszą połowę sezonu. Kto póki co zaskakuje najbardziej?

 

Początek sezonu przyniósł sporo nieoczekiwanego. W kategorii największej niespodzianki upatrujemy jednak tych zawodników i drużyny, po której nie spodziewaliśmy się tak dobrej gry. Bo choć Giannis Antetokounmpo zebrał w głosowaniu do All-Star Game więcej głosów niż LeBron James (na wszystkie te głosy zdecydowanie zasłużył), a jego gra zachwyca nas niemal każdego dnia, nikogo nie dziwi chyba taka postawa Greka.  Już przed sezonem wielu z nas postrzegało jako jednego z głównych kandydatów do MVP. Podobnie rzecz ma się z Kristapsem Porzingisem, choć ten po fantastycznym początku sezonu przeżywa akurat gorszy okres, bo, jak sam tłumaczy, jest przemęczony.

Którzy zawodnicy, drużyny, lub sytuacje, zaskoczyły nas w pierwszej połowie rozgrywek najbardziej? Oto nasze TOP4 (kolejność przypadkowa):
1. Jaylen Brown i Jayson Tatum

Brown i Tatum

Jay i Jay. Dwóch najbardziej uwielbianych młodzieniaszków w Bostonie, którzy razem wzięci mają tyle lat, co Vince Carter. Poza parkietem to nadal dzieciaki. Gdy zakładają zieloną koszulkę, Brad Stevens może zwracać się do nich jednak jak do weteranów. Dokładnie taką postawę prezentują od początku sezonu.

Znacie historie, w których dzieci w młodym wieku z konieczności przejmują niektóre obowiązki rodziców, tym samym dorastając dużo szybciej? Jeśli przeniesiemy tę sytuację na koszykarskie realia, dokładnie taki los spotkał Jaysona Tatuma po fatalnej kontuzji Gordona Haywarda, kilka minut po rozpoczęciu spotkania inaugurującego sezon 2017/2018. 19-letni Tatum nie był oczywiście graczem z końca rotacji – Brad Stevens także z Haywardem u boku znalazł dla debiutanta miejsce w pierwszej piątce, jednak nikt nie oczekiwał od Jaysona cudów, zwłaszcza w pierwszych miesiącach zawodowej kariery. Tymczasem jego dojrzałość na parkiecie i energia, jaką emanuje co wieczór, wzbudziły szacunek całej ligi i z miejsca wywindowały go do ścisłego grona faworytów do nagrody Rookie of the Year.

Tatum nie boi się odpowiedzialności i wielkich wyzwań. Jego wartość poznać można zwłaszcza w pojedynkach z najgroźniejszymi rywalami. Swoje najlepsze występy zaliczył w meczach z Warriors, Rockets, czy Wizards. Kiedy przed sezonem dowiedzieliśmy się, że Danny Ainge, mając do dyspozycji Markelle Fultza, Lonzo Balla, czy De’Aarona Foxa, postawi na chudego wychowanka Duke, drapaliśmy się po głowie. Dziś wiemy już, że na przestrzeni trzech miesięcy Tatum zdystansował konkurencję i najprawdopodobniej powalczy o nagrodę RotY z równie świetnym Benem Simmonsem.

2. Victor Oladipo

victor

2. numer Draftu 2013 do tego momentu swojej kariery postrzegany był raczej jako zawodnik, który nie spełnił oczekiwań. W Orlando wielu widziało w nim człowieka, który przywróci drużynie lata świetności stracone wraz z odejściem Dwighta Howarda. Choć do jego postawy nie mogliśmy mieć większych zastrzeżeń, rola lidera od najmłodszych lat nie była dla niego. Rok spędzony u boku Russella Westbrooka, który zaliczył w tym czasie jeden z najbardziej niezwykłych indywidualnie sezonów w historii, wystarczył, by Oladipo wykorzystał to doświadczenie na korzyść nowej drużyny.

Efekt? Średnio 24.9 punktów na mecz w porównaniu z 15.9 rzucanymi rok temu. Pacers, skazywani przez wszystkich na pożarcie po utracie Paula George’a, przez długi czas mogli pochwalić się lepszym bilansem, niż jego nowy zespół, Oklahoma City Thunder. Bilans ten popsuły problemy Oladipo z kolanem. 4 ostatnie mecze bez Victora to 4 porażki, które kosztowały Pacers miejsce w pierwszej ósemce na Wschodzie. Nikt w Indianapolis nie chowa jednak twarzy w dłoniach. Póki Oladipo jest w składzie, awans do Play Offs jest jak najbardziej realny, a przecież według wielu zapowiedzi, Pacers mieli przez cały sezon gnić na dnie tabeli.

Występy VO warte odnotowania:

35 punktów vs Thunder

36 punktów vs Raptors

33 punkty vs Cavaliers

47 punktów vs Nuggets

38 punktów vs Celtics

38 punktów vs Nets

3. Metamorfoza Chicago Bulls

Jeśli jest w środowisku NBA ktoś, kto przeżył w tym sezonie każdy rodzaj emocji, są to bez wątpienia kibice Chicago Bulls.

Zaczęło się od bójki na treningu, podczas której jednym uderzeniem Bobby Portis połamał Nikola Miroticowi kości twarzy i wysłał go do szpitala. Rozbici (dosłownie) Bulls, grający także bez kontuzjowanego Zacha LaVine, rozpoczęli sezon bilansem 3-20 i byli głównymi kandydatami do najgorszej drużyny tego sezonu. Pod koniec listopada z Chicago dochodziły do nas informacje, że Niko i Portis nadal ze sobą nie rozmawiają, choć powrót Mirotica zbliża się wielkimi krokami. Okazało się, że rozmowa nie była potrzebna do złagodzenia konfliktu. Powrót Mirotica do składu był iskrą nadziei dla reszty drużyny, która nie przegrała 7 kolejnych spotkań, ulegając dopiero Cavaliers i Celtics na wyjazdach. Na chwilę obecną bilans Bulls z Niko w składzie to 11-5. Do składu Bulls w najbliższych tygodniach wróci także Zach LaVine. Czy podopieczni Freda Hoiberga mają podstawy, by myśleć o Play Offs? Na ten moment wydaje się, że to, co najgorsze, już za nimi.

4. Debiutanci

O tegorocznej klasie debiutantów najlepiej świadczy fakt, że wychwalany przez nas na początku tekstu Jayson Tatum absolutnie nie może być pewien nagrody Debiutanta Roku. Wydaje się, że gdzie by nie spojrzeć, w każdej drużynie NBA po parkiecie biega debiutant, którego dni chwały nadejdą lada moment.

Na pierwszy plan wysuwa się Ben Simmons, który swój faktyczny debiutancki sezon przesiedział na ławce z powodu kontuzji. Dziś, obok Joela Embiida jest liderem 76ers, notując średnie na poziomie zbliżonym do triple double (16.9 punktu, 8.4 zbiórki, 7.5 asysty na mecz). Nie liczby są jednak powodem, dla którego wszyscy chcą oglądać tego chłopaka:

O Simmonsie moglibyśmy napisać osobny artykuł w tym temacie. Nie jest on jednak jedynym rookie, który zgarnia nagłówki i szokuje kolejnymi znakomitymi występami. Największą rewelacją ostatnich tygodni jest bez wątpienia Donovan Mitchell. Ten 21-latek tylko w grudniu zaaplikował m.in. 41 punktów Pelicans, 31 Thunder, czy 29 w meczu z Cavs, po którym nie mógł nachwalić się go sam LeBron James. Co dalej? Kolejny zawodnik, który nie boi się pojedynków z najlepszymi i kradnie czołowe miejsca w zestawieniach TOP10 – Dennis Smith Jr., Lauri Markkanen, który dopiero co zaliczył najlepszy występ w karierze i rzucił 32 punkty w meczu przeciwko Pacers, Lonzo Ball, zwalczający pomału problemy ze skutecznością, za to świetnie prowadzący grę Lakers, czy De’Aaron Fox, mający ostatnio problemy z kontuzjami, lecz znakomicie rokujący na przyszłość.

Aż 10 debiutantów notuje średnio ponad 10 punktów na mecz, a przecież nadal czekamy na regularne występu numeru 1 tegorocznego Draftu – Markelle Fultza. Patrząc, jak kolejne legendy schodzą ze sceny, możemy być spokojni o przyszłość tej ligi.

Dlaczego TOP4? W ciągu pierwszych 3 miesięcy sezonu 2017/2018 działo się tyle, że piąte miejsce na liście postanowiliśmy przekazać w Wasze ręce.

Kto Waszym zdaniem zasługuje na miano największego odkrycia pierwszej połowy rozgrywek, a kogo w tym zestawieniu pominęliśmy?

Grzegorz Kordylas
fot.AP Photo/Frank Franklin II
Zobacz także: Tatum bierze KAT-a na plakat!