W momencie, w którym powinien powstać ten tekst, jadłem, spałem, grubłem i oglądałem NBA – momentami nawet zwracając uwagę na koszykówkę, bo w pierwszej kolejności wchodziły mi w głowę buciki, w jakich grali koszykarze.

W mojej skromnej opinii nie było jakiegoś wielkiego bum, nie było tak jak przed laty, kiedy Kobe Bryant wyciągnął na światło dzienne Nike KB VI Grinch.

Ale tej nocy, kiedy LeBron James i Kyrie Irving wyrywali po raz kolejny serce Golden State Warriors, Greg Popovich pokazywał niedowiarkom dlaczego jest najlepszym trenerem na planecie (ehem, serio), a New York Knicks grali piach jak zwykle, wydarzyło się też kilka fajnych, kicksowych rzeczy. Wiesz już, że nie było uderzenia jak tymi zielonymi butami Kobe Bryanta. Kilka lat temu tendencja była inna, z ekranu błyszczały różnego rodzaju kolory (patrz foto powyżej) i tak było do całkiem niedawna. W tym roku było … stonowanie, biało, czarno, generalnie jakby nie świątecznie. Zarówno Nike jak i adidas szły w białe barwy. No tak, teraz but takiego koloru odróżnia się na tle reszty.

Ważne było jednak to, że podczas wspomnianego już meczu mistrzów i wicemistrzów NBA, miały miejsce trzy premiery. Nike wsadziło nowe buty na nogi swoich największych gwiazd. LeBron James zadebiutował w Nike LeBron 14, Kyrie Irving włożył swój trzeci sygnowany but od Nike, a Carmelo Anthony pokazał światu Jordan Melo 13. I o ile zdjęcia – te mniej, ale i bardziej oficjalne – butów Irvinga i Melo krążyły już po sieci, tak LeBron 13 zobaczyliśmy w całej okazałości dopiero kilka (może kilkanaście) godzin wcześniej. Nie liczę foto z treningu, które było jakości jakby CIA szpiegowało jakiegoś terrorystę.

Dla mnie wygranym wieczoru był i tak Lance Thomas z Knicks, który włożył Nike Air Penny 2. Poserduszkował bym na Instagramie.

Zobacz foty. Aha, Kyrie zmieniał buta w połowie – tzn z Kyrie 3 na Kyrie 3, ale w innej kolorystyce.

A na Kolekcjonerbutow.pl czytaj nasze – butowe – podsumowania roku.