Lonzo Ball nie ma łatwego początku w NBA. Lakers przegrali 2 z 6 dotychczasowych spotkań, a 20-latek ma problemy ze skutecznością i trafia tylko 31% swoich rzutów. Już na początku swojej przygody z zawodowym graniem, Ball nie zamierza jednak uciekać od odpowiedzialności i przyznaje, że słaba gra Lakers to w dużej mierze jego wina.

 

Po porażce z Utah Jazz, w której Lakers rzucili zaledwie 81 punktów, Lonzo wskazał na siebie, jako głównego winowajcę słabej gry całej drużyny.

Nieco później przyznał także, że brania na siebie odpowiedzialności nauczył go nie kto inny, jak jego ojciec. Z czasem, gdy zaczął interesować się NBA, brał przykład także z 4-krotnego MVP, który, według Lonzo, do dziś świeci przykładem pod tym względem.

Tak zostałem wychowany. Raczej się nie zmienię. To sport drużynowy – wygrywamy i przegrywamy jako drużyna, gramy dla siebie nawzajem. Ale kiedy przegrywamy, jestem gotów wziąć winę na siebie. Tego uczył mnie ojciec, gdy zacząłem grać w wieku 6 lat i to nie zmieniło się do dziś.

(…)

Moim ulubionym zawodnikiem zawsze był LeBron. On nadal robi to samo – bierze na siebie odpowiedzialność za porażki drużyny.

W pierwszych 6 meczach swojego debiutanckiego sezonu, Ball rzuca średnio 10 punktów na mecz. Dodaje do tego najlepsze w drużynie 7.7 asysty i 7.5 zbiórki, ale jego skuteczność pozostawia wiele do życzenia. Lonzo trafia tylko 31% z gry i 28% z dystansu. Po meczu z Jazz 20-latek zwrócił także uwagę na błędy, które według niego najbardziej zaszkodziły drużynie – nieumiejętne zablokowanie Donovana Mitchella, podczas widowiskowego putbacku i strata, która doprowadziła do trafionej trójki tego samego gracza.

Szansę na poprawę Ball i reszta Lakers będą mieli już dziś w meczu przeciwko rewelacji pierwszych dni sezonu – Detroit Pistons. Inny rookie w składzie ekipy z LA – Kyle Kuzma,  nie trenował na równi z drużyną z powodu kontuzji biodra, ale według źródeł bliskich klubowi zagra w dzisiejszym meczu.

Grzegorz Kordylas
Czytaj także: Porzingis w kolejce po MVP!