Barack Obama był geniuszem nawiązywania relacji, zwłaszcza z ludźmi reprezentującymi jego dyscyplinę sportu.Wcielając się w tę rolę nie występował jako polityk, bardziej serdeczny przyjaciel koszykówki. NBA zapewne nie zdąży nawet zatęsknić.

 

Koniec prezydentury może oznaczać jeszcze więcej czasu na koszykarskie aktywności byłej głowy państwa. Barack Obama przez osiem lat zdążył nawiązać z koszykarzami świetne relacje, które stały się w USA bardzo ważne dla promocji dyscypliny sportu. Z kolei coroczne wizyty mistrzów NBA w Białym Domu stały się doskonałą okazją na roast. Drażnił się z drużynami i zawodnikami, niemal na każdym kroku nawiązując do swoich ukochanych Chicago Bulls. W ostatnich latach zrodziło się tak kilka klasyków Obamy..

Nigdy nie było prezydenta o takiej pasji do koszykówki. Społecznik często współpracujący z gwiazdami. Trafiał m.in. game-winnery w drużynie Johna Walla, trash-talkując po wszystkim Paula Pierce’a. Albo gdy pojawił się w jednej z sal Indiany, by zagrać z lokalną drużyną szkolną. Zbierał, podawał, rzucał, łamał ludziom kostki. Nawet w jednym z najważniejszych momentów swojej kariery politycznej – podczas mowy pożegnalnej, nawiązał do słów Kobego Bryanta – upuszczając mikrofon na ziemię z komunikatem “Obama Out”.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

W trakcie jednej z gierek, Obama miał problem z rzutem Joakima Noah i nie bał się o tym głośno powiedzieć. Problem polegał na tym, że Jo wówczas nie był jeszcze cieniem samego siebie – był jednym z najlepszych defensorów w lidze, więc w każdej kolejnej akcji krył Obamę, absolutnie go odcinając.

– Skąd wziąłeś ten rzut? Jeden z najbrzydszych jakie kiedykolwiek widziałem – mówił prezydent.

Niemniej zdjęcie, które naprawdę opowiada całą historię Baracka Obamy i jego miłości do kosza zostało wykonane całkiem niedawno, 8 listopada ubiegłego roku. Gość wraca właśnie z gierki. Trzyma w rękach buty. Idzie w dresie, w kurtce i z czapką White Soxów na głowie. Wygląda jak Ja czy Ty w sobotni wieczór z basketem.

Associated Press
Associated Press

 

Zobacz także: Potwór z Saint-Quentin
fot. Mark Wilson
Michał Kajzerek
@mkajzerek