Ciężko znaleźć w lidze gracza bardziej kontrowersyjnego niż DeMarcus Cousins.

 

Moglibyśmy pokusić się o dorzucenie znanego w całej Kaliforni kick-boxera, Draymonda Greena, który zbiera swoje przewinienia techniczne w rekordowym tempie. Mimo to w ogólnym rozrachunku Boogie Cousins wyprzedziłby swojego rywala sporą ilością głosów.

Cousins według wielu jest najlepszym „Big-Manem” w dzisiejszym NBA. Center Sacramento Kings notuje w tym sezonie 27.8 punktów na mecz, 10.7 zbiórek i prawie 5 asyst (4.9).

Do tego jego skuteczność rzutów za 3 punkty wynosi 35.4%, co jak na klasyczną piątkę, jest nie lada wynikiem. DeAndre Jordan taką skuteczność często wykręca z linii rzutów osobistych, więc macie porównanie.

Sacramento Kings trzymają się dzielnie w okolicach 8 miejsca konferencji zachodniej (aktualnie 8 lokata) i szczerze mówiąc, autorem tego bądź co bądź sukcesu drużyny, jest nie kto inny, jak właśnie DeMarcus Cousins.

Jednak poza fenomenalną grą, Boogie znany jest jeszcze z czegoś i jest to raczej zła sława.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Cousins po 52 meczach miał na koncie 16 przewinień technicznych, a ostatnio w niedzielnym meczu przeciwko Nowemu Orleanowi,postanowił doładować konto o kolejne przewinienie.

Nie mogę być sobą na boisku.”- mówił po meczu Boogie – „… nie mogę robić tego, co sprawia, że jestem takim zawodnikiem, jakim mnie znacie. Jak widzicie, to nie jest akceptowane (przez ligę). Muszę znaleźć sposób na robienie tego, czego oczekują ode mnie wszyscy, ale w nieco inny sposób niż dotychczas”.

Dobrze, że DeMarcus pokazuje skruchę, bo prawdopodobnie każdy mecz po All-Star Weekend, będzie spotkaniem na wagę złota dla Sacramento. Brak Cousinsa może źle wpłynąć na bilans drużyny pod koniec sezonu.

Tylko, czy Boogie może się zmienić?

Osobiście nie widzę takiej możliwości, a na pewno nie w barwach Kings. Boogie ma już na pieńku z całym dziennikarskim światem z Sacramento, od kiedy to groził Andyemu Furillo po jednym z meczów.

Do tego dochodzą spięcia z kibicami, bójki w klubach i reputacja Cousinsa zamiast wzbijać się na wyżyny, oscyluje gdzieś w granicach przyzwoitości i to głównie dlatego, że jest znakomitym zawodnikiem.

Być może nowy, świeży start w drużynie takiej jak Washington Wizards (połączenie Cousinsa z Wallem i Bealem – magia), pomogłoby mu zmienić swoje podejście, ale wtedy przecież nie byłby sobą.

Pożyjemy, zobaczymy, ale w  tym sezonie zmianyw Sacramento raczej już nie będzie.

Zobacz także: NBA – liga pełna celebrytów
fot. Charlie Niebergall
Filip Ciepiński