W dzisiejszych czasach weterani coraz częściej wybierają kluby, w których będą mieli chociażby cień szansy na upragniony pierścień.
Vince Carter, czyli najstarszy aktywny zawodnik w lidze nie należy do tego grona.

 

Dla większości zawodników NBA celem nadrzędnym jest wygranie mistrzostwa. Są tacy, którzy trafiają „na gotowe”, ale też tacy którzy tworzą coś z niczego – wszystko to by ostatecznie wygrać. 40-letni Carter mimo tego, że niedługo rozpocznie swój 20-sty sezon w najlepszej lidze świata nigdy nie zdobył trofeum Larry’ego O’Briena. Wielu profesjonalistów woli odłożyć na bok kwestie finansowe i zdecydować się na minimum dla weterana, tylko po to by zostać częścią mistrzowskiej ekipy. Jednak Vinsanity preferuje odgrywanie ważnej roli w słabszym zespole niż grzanie ławy u potentata do trofeum. Swoją decyzję o dołączeniu do Sacramento Kings wytłumaczył w ostatniej rozmowie z Marcem J. Spearsem z The Undefeated:

Chcę grać. Łatwo jest być w dobrym zespole i siedzieć na ławce. Świetnie byłoby osiągnąć sukces i zdobyć pierścień. Jednak wolę to osiągnąć odgrywając ważną rolę i sprawiać by moi partnerzy grali lepiej. Nie jestem w miejscu, gdzie mogę siedzieć i być ze sobą w zgodzie, gdy wiem że mam coś jeszcze w tej grze do powiedzenia.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

VC do Sacramento trafił na początku lipca. Zagra u boku swojego partnera z Memphis Grizzlies – Zacha Randolpha który również obrał kierunek na Kalifornię. Były mistrz konkursu wsadów rozumie swoją role w zespole. Wie, że w młodej ekipie Króli ma zostać mentorem chociażby dla De’Aarona Foxa. Rozumie również w jakiej sytuacji się znalazł. Mimo ogromnego doświadczenia w lidze, wielu indywidualnych sukcesów jego przejście do Sacramento Kings nie przybliży go nawet w małym stopniu do mistrzostwa. Co najważniejsze, Vince nadal kocha tą grę i nie ma zamiaru się zatrzymywać – chociaż liczba z przodu pokazuje na 4.

fot. RICH PEDRONCELLI / THE ASSOCIATED PRESS
Damian Wełna
@damianwelna

Czytaj także: Wspaniały gest Jordana