To miał być sezon, w którym Rose bez presji odrodzi się grając swoje u boku najlepszego zawodnika na ziemi. Niestety, po raz kolejny jego plany pokrzyżowały kontuzje, z którymi Derrick zmaga się od 2012 roku.

Wygląda na to, że koszykarski świat właśnie obiega bardzo przykra sensacja. Według najnowszych doniesień, Derrick Rose, który podpisał przed sezonem kontrakt z Cleveland Cavaliers, opuścił swojego trzeciego pracodawcę i obecnie zastanawia się nad zakończeniem kariery. Zawodnik, który jeszcze w poprzednim sezonie deklarował walkę o maksymalny kontrakt, obecnie miał zarobić niewiele ponad dwa miliony dolarów. Niestety wszystko pokrzyżował uraz stawu skokowego.

Rose w pierwszej rundzie Play-offs 2012 zerwał więzadła krzyżowe w kolanie, przez co stracił cały sezon 2012-13. Po żmudnej rehabilitacji, ówczesny gwiazdor Chicago Bulls powrócił do gry, ale już w listopadzie 2013 był zmuszony znów pauzować cały sezon w związku z kolejną operacją kolana. Po drugim powrocie do pełnej sprawności, 24 lutego 2015 roku, Rose zerwał łąkotkę w prawym kolanie, co znów wykluczyło go z gry do końca sezonu. W ubiegłym sezonie, już w barwach Knicks, D-Rose ponownie uszkodził łąkotkę. W związku z barwną historią urazów, kluby NBA nie wykazały zainteresowania 29 latkiem. Szansę dali mu Cavs. Początki Rose’a w Ohio wyglądały bardzo obiecująco. Efektowne zagrania, pewny i dynamiczny pierwszy krok przeplatane konkretnymi zdobyczami punktowymi dawały nadzieję na powrót przyblakłej gwiazdy. Niestety, niedawna kontuzja kostki również wydaje się problematyczna na tyle, aby odsunąć byłego MVP sezonu od gry na dłużej.

Zobacz produkty, które wybraliśmy specjalnie dla Ciebie!

Cała historia przypomina drogę jaką przeszedł inny młody fenomen, również zniszczony przez kontuzje. Brandon Roy mógł być dziś twarzą Portland Trail Blazers, niestety problemy z kolanami przedwcześnie zakończyły karierę młodego obrońcy. Podobnie sprawa ma się w przypadku Rose’a. Wyśmienity, ofensywny talent i wielka wola walki mogą mieć tutaj zbyt małą moc sprawczą aby Rose ponownie wrócił do gry, którą kocha. Wszak zdrowie jest najważniejsze a sam gwiazdor uczelni w Memphis wielokrotnie powtarzał, że poza koszykówką bardzo ceni sobie relacje z synem i nie wyobraża sobie sytuacji, w której nie mógłby normalnie spędzać z nim czasu z powodu uszkodzeń własnego ciała. Obciążenia związane z zawodowym uprawianiem koszykówki zbierają swoje żniwa i trudno się dziwić, że Rose w końcu postanowił zrezygnować z ryzykowania własnego zdrowia.

Nawet jeśli Rose zrezygnuje z kontynuowania kariery zawodowego sportowca, to na pocieszenie zostają mu ponad 116 milionów dolarów, które zarobił na samych kontraktach z Bulls i Knicks oraz wspomnienia momentów, w których D-Rose był jedną z największych gwiazd NBA. Nam, kibicom najlepszej ligi świata pozostaje tylko gdybać nad tym jak wyglądałyby dziś pojedynki zdrowego Rose’a z młodym Westbrookiem czy Stephenem Currym. Wygląda na to, że MVP sezonu 2010-11 będzie musiał obejść się smakiem wobec najwyższego wyróżnienia w lidze zawodowej – mistrzowskiego pierścienia.

Zobacz także: Polacy wygrywają!
Rafał Draganowski
Fot. Chicago Tribune