Mało kto tonący w zachwytach nad Joelem Embiidem podkreśla to, jak dojrzałym graczem jest Kameruńczyk w swoim pierwszym sezonie na parkietach NBA. Pamiętacie Dwighta Howarda w pierwszych sezonach? Embiid przejawiał podobne tendencje śmieszka zanim rozpoczął karierę.

 

5. Brandon Ingram, Lakers

Wahałem się między Ingramem i Malcolmem Brogdonem. W zasadzie mógłbym tu wstawić jednego i drugiego, ale postawiłem na pierwszoroczniaka Los Angeles Lakers, ponieważ mierzy się z wyjątkowo trudnym wyzwaniem. Gdy zawodnik trafia do NBA prosto z uczelni, zadanie head-coacha w dużej mierze sprowadza się do znalezienia mu optymalnej pozycji i utrwalania pewnej metodyki działania. Dopiero, gdy gracz się przyzwyczai i opanuje nową rolę, szkoleniowcy zaczynają testować jego kreatywność, np. przesuwając go w inne miejsce. Ingram natomiast gra zarówno jako point-forward, jak i niski/silny skrzydłowy. Wszedł do ligi z ogromnym talentem i Luke Walton najwyraźniej nie ma zamiaru czekać. Wychowanek Duke notuje średnio 7,7 punktu, 4 zbiórki, 2 asysty, 34,7 FG%.

4. Jamal Murray, Nuggets

Przez problemy na jedynce (Emmanuel Mudiay nie potwierdza swojej wartości), trener Denver Nuggets – Mike Malone może w najbliższej przyszłości przenieść więcej obowiązków związanych z grą na piłce właśnie na Jamala Murraya. Jego przewaga polega na szybkości oraz bardzo dobrej płynności gry. Szybko przenosi piłkę z miejsca na miejsce. Nie jest jednak play-makerem. Potrafi wykreować dla siebie, gorzej z kreowaniem dla kolegów, choć hej – ciągle się uczy. Technicznie i mechanicznie ma już jeden z najładniejszych rzutów w lidze. Niektórzy mówią o odbiciu Raya Allena. Po 28 meczach notuje średnio 9,3 punktu, 2,9 zbiorki, 1,9 asysty, 37,9 FG% oraz 36,4 3PT%.

3. Buddy Hield, Pelicans

Trzy ostatnie mecze były potwierdzeniem potencjału tego zawodnika. Zdobył 21 punktów w wygranej z Indianą Pacers, następnie 11 punktów, 5 zbiórek w porażce z Houston Rockets i 14 punktów w przegranym meczu z San Antonio Spurs. W jego grze widać jednak zmianę nastawienia. Hield wszedł do NBA jako gracz punktujący – stworzony do tego, by zaciekle atakować. Miał niemrawy początek rozgrywek, momentami wyglądał na wystraszonego. Natomiast w ostatnich meczach sprawia wrażenie znacznie pewniejszego siebie. Tak jakby ktoś uderzył go w twarz i poprosił, by Buddy w końcu się obudził. W przekroju 29 meczów sezonu notuje średnio 8,4 punktu, 2,5 zbiórki i 1,2 asysty trafiając ciągle słabe 38,6 FG% i 33,6% z dystansu.

2. Dario Sarić, Sixers

Gdyby sezon zgodnie z planem rozpoczął Ben Simmons, mielibyśmy trzech zawodników jednej drużyny w TOP 5 drabiny rookies. Dario Sarić w NBA czuje się dobrze. Przygotowywał się na ten moment bardzo długo. Ma jeszcze wiele faz nieregularnej gry, ale jego adaptacja do nowych – zdecydowanie surowszych warunków – przebiega całkiem nieźle. Kto wie – za dwa, trzy lata może być częścią narracji o najlepszym europejczyku w NBA. W ostatnim zwycięstwie Szóstek nad Nets zanotował 7 punktów, 8 zbiórek i 2 asysty, ale był tylko 3/10 z gry. Rzut to jeden z elementów gry Saricia, który mocno cierpi, co może wynikać z większej intensywności gry.

1. Joel Embiid, Sixers

Mam uzasadnione wątpliwości co do tego, że na tej pozycji ulegnie coś zmianie przed końcem sezonu. Joel Embiid jest gotów trząść ligą, potrzebuje tylko środowiska, w którym będzie mógł rozbłysnąć na dobre. W Filadelfii nadal trzymają go na 28-minutowym ograniczeniu. Niewykluczone, że po nowym roku sztab medyczny i Brett Brown ustalą kolejny 4-minutowy upgrade. Tak jak mówiłem wcześniej – im więcej Embiida, tym lepiej. Przeciwko Brooklyn Nets rozegrał najlepszy mecz w sezonie notując na swoje konto 33 punkty, 10 zbiórek, 3 bloki, asysta, 12/17 FG, 2/3 3PT. Z perspektywy kolejnych tygodni – interesujące z pewnością będzie to, jak rozwinie się współpraca wychowanka Kansas z Jahlilem Okaforem, którego Brett Brown postawił obok.

Drabina Rookies NR 1

fot. Mike Ehrmann
Michał Kajzerek
@mkajzerek