Dzisiejsza noc upłynęła pod znakiem spotkania Warriors – Thunder. Kevin Durant, wracający po kilku miesiącach przerwy do Oklahomy, wzbudzał emocje, odkąd tylko pojawił się w hotelu.

 

Warriors – Thunder 130:114

Odkąd świat obiegła informacja o zmianie koszulki Thunder na Warriors, wszyscy fani NBA czekali na dzień, w których Kevin Durant (36pkt) Russell Westbrook (47pkt/11zb) znów spotkają się w Cheaspeake Arena. NBA postanowiła nas jednak nie rozpieszczać i umieściła mecz dopiero w 4. miesiącu rozgrywek. Czy warto było czekać?

Oprócz emocji, których się spodziewaliśmy – burzliwych reakcji kibiców gdy tylko Kevin Durant pojawił się na rozgrzewce, lub otrzymał piłkę podczas meczu, oraz starć z byłymi kolegami – koszykarskich emocji wystarczyło zaledwie na kilkanaście minut. Dysponujący bowiem dużo większą liczbą argumentów w dzisiejszym meczu Warriors, już w drugiej kwarcie odskoczyli na bezpieczną dla siebie odległość. W pierwszych minutach meczu obie drużyny szły łeb w łeb – dzięki akcjom Westbrooka, Thunder rozmontowywali obronę gości w pomalowanym. Warriors odpowiadali indywidualnymi akcjami swoich gwiazd. W drugiej kwarcie Golden State trafili 16 z 22 oddanych rzutów, a Kevin Durant wsadem w ostatnich sekundach dał Warriors 23-punktowe prowadzenie do przerwy.

W drugiej części Thunder próbowali odrobić stratę, jednak ta okazała się zbyt duża. Oprócz Duranta świetnie spisali się Stephen CurryKlay Thompson (po 26pkt). Thunder trafili zaledwie 6 z 24 rzutów za 3 i po raz trzeci w tym sezonie nie mieli w pojedynku z Warriors zbyt wiele do powiedzenia.

Sprawdź jakie produkty wybraliśmy dla Ciebie!

Heat – 76ers 109:117

Choć Joel Embiid nadal leczy kontuzję, Sixers byli dziś tak pewni siebie, jakby ich najzdolniejszy kolega znów był z nimi na parkiecie. Miami Heat bronili dziś swojej 13-meczowej serii zwycięstw, do końca meczu nie znajdując jednak odpowiedzi na Nerlensa Noela (19pkt/4stl), który po obu stronach parkietu karcił ich za każdy błąd:

Heat w swojej pierwszej od 14 meczów porażce popełnili 19 strat i choć w końcówce udało im się zmniejszyć stratę do 4 oczek, przez cały wieczór wyglądali po prostu gorzej od swoich rywali. Sixers zaskakiwali łatwością z jaką wymieniali podania i właściwie każdy z graczy przyczynił się do dzisiejszego sukcesu.

Celtics – Jazz 112:104

Na niełatwym terenie w Salt Lake City, Celtics poradzili dziś sobie wyjątkowo dobrze. Podopieczni Brada Stevensa ani na chwilę nie oddali prowadzenia i wygrali po raz dziewiąty w 10 ostatnich meczach. Kluczem do zwycięstwa była dziś skuteczność – C’s trafili 66% rzutów w pierwszej połowie, podczas gdy Jazz zakończyli mecz z 40% skutecznością. W pierwszych trzech kwartach gospodarze rzucili zaledwie 64 punkty. Wyróżniali się jedynie Gordon Hayward (31pkt) George Hill (22pkt) lecz było to za mało dla świetnie spisujących się w ostatnim czasie Celtics. Isaiah Thomas zakończył mecz z 29 punktami na koncie. Nadal pozostaje tylko punkt za Westbrookiem w klasyfikacji najlepiej punktujących graczy w sezonie.

Clippers – Hornets 107:102

Blake Griffin (20pkt/12zb) przypomniał nam dziś, w jaki sposób jego nazwisko kilka lat temu znalazło się na ustach wszystkich:

Hornets przegrali 8 z 9 poprzednich spotkań, jednak dziś postawili gościom twarde warunki. Drużyna, która jeszcze na początku sezonu znajdowała się na górze tabeli, obecnie walczy z kolejnym kryzysem. Szkoda, bo potencjału w Charlotte nie brakuje. Po pełnym strat i lekkomyślności meczu z Rockets, dziś Hornets stracili piłkę tylko 7 razy. Cóż jednak z tego, skoro trafiali marne 43% z gry, a Kemba Walker przeszedł obok meczu trafiając tylko 4 z 18 rzutów.

Na pozostałych parkietach:

  • Brak Jabariego Parkera tym razem nie przeszkodził Bucks. Dzięki 55 punktom rezerwowych i bliskiemu triple-double Giannisowi Antetokounmpo podopieczni Jasona Kidda wygrali po raz drugi z rzędu na wyjeździe. Paul George rzucił zaledwie 13 punktów w 38 minut.
  • Po trudnym styczniu, luty rozpoczął się dla Cleveland Cavaliers zgodnie z oczekiwaniami. Po powrocie z serii wyjazdowej, Cavs pokonali Denver Nuggets, dzięki 54 punktom dwójki Irving-James. Była to ich piąta wygrana w sześciu lutowych meczach. Nieźle póki co spisuje się Derrick Williams, dla którego Cavaliers są szóstym klubem w karierze.
  • Dwie czterdziestki – tak można podsumować dzisiejsze zwycięstwo Rockets nad Phoenix Suns. Było to bowiem 40. zwycięstwo w sezonie dla graczy z Houston, odniesione oczywiście dzięki Jamesowi Hardenowi, który w ciągu trzech kwart rzucił 40 oczek.
  • Równie łatwe zwycięstwo odnieśli Mavs, którzy pokonali Orlando Magic różnicą 32 punktów. Po raz pierwszy od przyjścia do Dallas w pierwszej piątce nie wystąpił Yogi Ferrell, a to dlatego, że po kontuzji powrócił dziś Deron Williams.
Czytaj także: Draymond Greend z historycznym triple-double!
fot. Sue Ogrocki
Grzegorz Kordylas