To nie był udany wieczór dla podopiecznych Luke’a Waltona. Lakers nie zrobili zbyt wiele, by zagrozić Timberwolves w Target Center. Na pojedynek w Minneapolis stawili się bez trzech podstawowych graczy, co miało duży wpływ na ich grę już od pierwszych minut spotkania.

 

Lakers – Wolves 96:114

Przyglądając się dyspozycji drużyny z LA, można było się tylko zastanawiać, jakim cudem losy tego meczu nie zostały rozstrzygnięte dużo wcześniej. Zamiast tego Wolves co jakiś czas dawali się dogonić i jeszcze w końcówce trzeciej kwarty prowadzili zaledwie 6 punktami. Z czasem różnica znacznie się jednak zwiększyła i podopieczni Toma Thibodeau opuścili Target Center z 7 zwycięstwem w 8 ostatnich meczach. Jakże różna seria od tej, przez którą przechodzą ich wczorajsi rywale.

Sprawdź produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Lakers nie odrobili lekcji i pozwolili Timberwolves na rozpoczęcie meczu dokładnie tak, jak zrobili to w spotkaniu z Pacers. Swoje pierwsze punkty goście zdobyli po ponad 4 minutach gry, gdy na tablicy wyników po stronie Wolves widniało już 16 oczek (mecz z Pacers rozpoczęli od runu 17-0). Brak Lonzo Balla (bark), Brooka Lopeza (kostka) i Kentaviousa Caldwella-Pope’a (zakaz wyjazdu poza Kalifornię) dawał się we znaki i skutkował nieuporządkowaną, a momentami wręcz chaotyczną grą gości, których raz po raz z opresji wyciągały celne rzuty Jordana Clarksona i Brandona Ingrama. Po bronionej stronie parkietu jak zwykle było jeszcze gorzej – Lakers tracą ponad 111 punktów na mecz i pod tym względem ,,ustępują” tylko Phoenix Suns (112,4). Ich obecny bilans, 11-25, także jest drugim najgorszym w całej NBA. O jedno zwycięstwo mniej mają Atlanta Hawks.

Nic dziwnego, że w obronie goście nie mieli odpowiedzi na Jimmy Butlera (28 pkt) i Andrew Wigginsa (21pkt). Obie drużyny grały dzień po wyjazdowych spotkaniach, ale to Lakers, bez kilku kluczowych graczy, dużo bardziej dała się we znaki porażka po dwóch dogrywkach w Houston. Na kolejny mecz – z OKC Thunder, dostępny będzie KCP, a całkiem możliwe, że jeszcze przed końcem tygodnia zobaczymy na parkiecie Lonzo Balla. Lakers przegrali 10 z 11 ostatnich spotkań, przed nimi jednak pięć meczów u siebie. Stary rok pożegnali mając jeden z najtrudniejszych terminarzy w lidze, stąd nastroje w drużynie nie są złe mimo serii porażek.

Nie możemy myśleć o tym, jako o porażkach. Uczymy się, to wszystko część procesu. Kiedy masz tak młody zespół, chłopaki ucząc się jak grać. Rozegraliśmy 40 meczów – gdyby nadal byli na uniwersytecie, oznaczałoby to koniec sezonu. To debiutanci. Myślę, że wszyscy dostaną jeszcze wiatr w żagle i będzie dobrze.

Tak z nadzieją w przyszłość patrzy Corey Brewer. Trudno nie przyznać mu racji.

Czy Lakers mają jeszcze realne szanse na awans do Play Offs?

Grzegorz Kordylas
fot. Dylan Buell/Getty Images
Czytaj także: Ron Baker roastuje sam siebie