San Antonio Spurs zwyczajnie nie mają innego wyjścia – muszą wyciskać ostatnie soki koszykarskiego życia z Manu Ginobiliego, bo nie mają kim grać. 40-latek nie ma nic przeciwko i stara się jak może. Poprzedniej nocy Spurs jednak mieli swojego kata.

 

Gregg Popovich nie mógł skorzystać w tym meczu z Kawhiego Leonarda, Danny’ego Greena, Rudy’ego Gaya i Tony’ego Parkera. Mówimy o czterech kluczowych postaciach, mających bardzo duży wpływ na zespół. Najbardziej martwi sprawa z kandydatem do MVP poprzedniego sezonu. Leonard ma częściowo zerwane ścięgno barku i nie wiadomo, kiedy będzie gotowy do gry. Informacje nie brzmią mimo wszystko optymistycznie. Spurs przyzwyczaili się do walki w trudnych warunkach. W trzeciej kwarcie prowadzili z Portland Trail Blazers 12 punktami. Za chwilę jednak gospodarze zaczęli obracać mecz na swoją stronę.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

W czwartej kwarcie Blazers wyszli na prowadzenie 101:94. Spurs prowadzeni przez LaMarcusa Aldridge’a (30 punktów, 14 zbiórek) i z ławki Ginobiliego, zdołali jeszcze odpowiedzieć i na 10 sekund przed końcem po dwóch trafieniach z linii wolnych Kyle’a Andersona byli +1. W kolejnym posiadaniu McCollum przebiegł z piłką cały parkiet i rzucił floatera, który wkręcił się do obręczy. Goście z San Antonio mieli jeszcze pięć sekund na odpowiedź, ale próba Aldridge’a była nieskuteczna. To trzecia wygrana z rzędu przed własną publicznością Blazers. Poza grą z powodu naciągnięcia mięśnia łydki był Damian Lillard.

McCollum skończył noc z dorobkiem 27 punktów, ale dziennikarze zwrócili uwagę przede wszystkim na Manu Ginobiliego. Weteran San Antonio Spurs jest pierwszym zawodnikiem w historii NBA, który w wieku 40 lat rozegrał dwa mecze z rzędu z minimum 20 oczkami. Spotkanie z Blazers zakończył notując 26 punktów trafiając aż 6 trójek! Jest doskonałym przykładem skuteczności działań Popovicha, którego filozofia zakłada także przedłużanie karier jego największych gwiazd. Ginobili nadal czuje się gotowy do wygrywania dla swojej drużyny meczów, a to naprawdę wyjątkowe w takim wieku.

Zobacz także: Wall wraca
fot. Eric Gay
Michał Kajzerek
@mkajzerek