Jeśli Kristaps Porzingis podtrzyma formę z ostatnich meczów, nie będziemy mogli pominąć go w rozmowach o MVP sezonu regularnego. Łotysz poprowadził swoich New York Knicks do trzech wygranych z rzędu.

 

Rola postaci absolutnie pierwszoplanowej spadła na Kristapsa Porzingisa bardzo szybko. Łotysz zdawał sobie sprawę ze swoich nowych obowiązków na długo przed rozpoczęciem sezonu, ale gdy uderza w Ciebie jego intensywność i nieprzewidywalność, wiele rzeczy może pójść nie tak, jak zakładałeś. Po nijakim starcie do rozgrywek, Kristaps Porzingis w ostatnich meczach prezentuje formę na poziomie Giannisa Antetokounmpo. Poprzedniej nocy New York Knicks pokonali na własnym parkiecie Denver Nuggets na drodze po trzecią wygraną z rzędu. Na starcie drugiej połowy, prowadzenie gospodarzy urosło do 69:46.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Przewaga była komfortowa, więc gospodarze nieco się rozluźnili. Za karę ekipa z Denver uderzyła w nich 38-punktową kwartą i zamknęła całą stratę runem 27:2. Podczas tych sześciu minut Knicks popełnili 10 strat. Terapia szokowa podziałała na gospodarzy stymulująco i ci w czwartej kwarcie za sprawią 11 oczek z rzędu Hardawaya, uciekli Nuggets na dobre. Gwiazdą wieczoru był jednak Kristaps Porzingis. Łotysz latał po parkiecie i trafiał z różnych pozycji przeciwko różnym obrońcom. Skończył mecz mając na koncie 38 punktów (rekord kariery, 14/26 FG, 4/7 3PT), 7 zbiórek, 2 asysty i 3 bloki.

To zawodnik, który ciągle ma zaledwie 22 lata. Nie przeszkadza mu fakt, że musi dla swojego zespołu funkcjonować jako go-to-guy. Zapewne liczył na większe wsparcie Hardawaya, który na starcie rozgrywek ma problemy z regularnością. Interesujące będzie to, jak daleko Porzingis na własnych barkach Knicks zaprowadzi. Czy mogą włączyć się do walki o play-offy? Na pewnym etapie Łotysz będzie potrzebował wsparcia. Obecnie jego największym sojusznikiem w rotacji Knicks wydaje się być Enes Kanter, który rozpoczął sezon będąc prawdziwą podkoszową bestią. Wykonuje wiele brudnej roboty, dzięki której Knicks mają mnóstwo drugich szans.

Zobacz także: 141 punktów Warriors
fot. Abbie Parr
Michał Kajzerek
@mkajzerek