John Wall był w dobrym nastroju poprzedniej nocy. Rozdał rekordowe w tym sezonie 18 asyst i współpracował ze swoimi kolegami jak rasowa jedynka. Historią obok był Marcin Gortat i jego 100% skuteczność. Polak nie miał ochoty na zabawę z Karlem-Anthonym Townsem.

 

Washington Wizards wygrali u siebie z Minnesotą Timberwolves mimo 41-punktowego występu Andrew Wigginsa. Wszystko za sprawą świetnej gry zawodników pierwszej piątki. John Wall skończył z 18 punktami i 18 asystami. Bradley Beal był 5/7 za trzy, natomiast strefa podkoszowa została zdominowana przez Marcina Gortata! Środkowy zanotował na swoje konto 19 punktów trafiając 9/9 z gry! Dołożył 10 zbiórek i 3 bloki. Stawiał świetnie zasłony, walczył o każdą piłkę i bardzo precyzyjnie wykańczał posiadania tuż pod obręczą. Wall był pod dużym wrażeniem gry centra. To zawodnik, którego naprawdę trudno zadowolić. Po meczu mówił…

– Marcin stawiał świetnie zasłony, biegał pod kosz i zbierał ofensywne piłki. Kiedy wsadza i kończy spod kosza, jesteśmy znacznie lepszym zespołem.

Łodzianin rozgrywa naprawdę solidny sezon. Mimo 33 lat jest w doskonałe formie fizycznej. Potwierdza, że wie, w jaki sposób ma dbać o swój organizm. To niezwykle ważne dla wysokiego, który każdej kolejnej nocy obija się pod koszem z równie silnymi rywalami. Poprzedniej nocy nie pozwolił, by Karl-Anthony Towns pokonał go swoim talentem. Uczynił z tego fizyczną potyczkę i był w stanie zniwelować wpływ zawodnika na grę swojej drużyny. Ofensywne braki nadrabiał Andrew Wiggins, jednak przez brak defensywy, Wolves nie mogli myśleć o opuszczeniu stolicy z cennym wyjazdowym zwycięstwem. To dziewiąte z rzędu zwycięstwo Wizards na własnym parkiecie.

fot. Alex Brandon
Michał Kajzerek
@mkajzerek