Chicago Bulls to powracający temat. Rajon Rondo znakomitą noc Jimmy’ego Butlera musiał oglądać z perspektywy ławki rezerwowych. Z jednej strony zachwycamy się rozkwitającym talentem dzieciaka z Tomball, z drugiej zastanawiamy – jak długo Butler będzie w stanie utrzymywać Bulls na powierzchni?

 

Fred Hoiberg pozostał przy swojej decyzji. Nie wpuścił Rajona Rondo na parkiet w wygranym przez Chicago Bulls meczu z Charlotte Hornets. Zastępujący go Michael Carter-Williams nie był znaczącym upgradem nad to, co gwarantował Rondo. Zdobył 10 punktów z 12 rzutów, miał 9 zbiórek i 3 asysty. Gospodarze grali w tym meczu także bez Dwyane’a Wade’a, który ma spuchnięte lewe kolano i niewykluczone, że będzie potrzebował dłuższej przerwy, by uniknąć problemów, z jakimi mierzył się wcześniej w swojej karierze. To wszystko oznaczało, że Chicago Bulls znaleźli się tej nocy na barkach Jimmy’ego Butlera.

Lider drużyny zdobył 17 punktów w ostatnie cztery minuty spotkania. Skończył z linijką 52 punktów (15/24 FG, 1/4 3PT, 21/22 FT), 12 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwytów i bloku. Po stronie Charlotte Hornets próbował odpowiedzieć Kemba Walker, który zanotował 34 punkty i 11 zbiórek. Jednak rozgrywający nie był w stanie wyprowadzić z rytmu znakomicie reagującego Butlera. Zawodnik z Chicago zdobył notował co najmniej 25 punktów w ostatnich czterech meczach Byków. W przeciwieństwie do zespołu, rozgrywa obecnie najlepszy okres w swojej ciągle dojrzewającej karierze.

– Po prosu grałem w koszykówkę. Nawet nie wiedziałem ile już zdobyłem punktów. Trener rozrysowywał cały czas tą samą zagrywkę – przyznał autor 52 oczek. – Wziął wszystko, co defensywa rywala mu dawała i miał kilka wielkich momentów pod koniec meczu – komentował Fred Hoiberg.

fot. Sam Sharpe
Michał Kajzerek
@mkajzerek