Nie było pewności czy wróci do gry, gdy w czwartej kwarcie meczu upadł na parkiet trzymając się za kostkę. Ale wrócił i to w wielkim stylu. Ostatni rzut meczu Bulls z Nets opuścił ręce Jimmy’ego Butlera. Potem był już tylko dźwięk buzzera.

 

Cały ten sezon jest dla Jimmy’ego Butlera czymś nowym. Nie ma już Derricka Rose’a, ale są Dwyane Wade i Rajon Rondo. Początkowo można było odnieść wrażenie, że Chicago Bulls wpakowali go w jeszcze trudniejszą sytuację. Nagle musi sobie poradzić z obecnością w rotacji dwójki weteranów, którzy także chcą mieć coś do powiedzenia. Po dobrym starcie do rozgrywek, ostatnie tygodnie były dla drużyny walką z własnymi niedoskonałościami. Poprzedniej nocy Bulls mieli problem z zamknięciem meczu przeciwko jednej z najgorszych drużyn ligi. Potrzebowali pomocy nie do końca sprawnego Butlera, by mieć pewność, że nie wypuszczą wygranej z rąk.

Jeszcze na pięć minut przed końcem tego meczu nie było pewności, czy Butler będzie go w stanie dograć. Podczas jednej z akcji nadepnął na stopę Randy’ego Foye’a i z grymasem bólu na twarzy natychmiast złapał się za nogę. Uraz wyglądał na poważny, ale Jimmy zapewne w przypływie adrenaliny wrócił na parkiet i pomógł Bulls dokończyć spotkanie. Na 3 minuty przed końcem ekipa z Brooklynu prowadziła 7 punktami. Jimmay w 150 sekund zdobył 9 punktów, w tym buzzer-beater na 101:99, który zakończył rywalizację. Skończył z linijką 40 punktów (14/29 FG, 1/2 3PT, 11/11 FT), 11 zbiórek, 4 asysty, 4 przechwyty.

To było drugie zwycięstwo z rzędu Chicago Bulls. Drużyna nadal ma wiele problemów do rozwiązania. Podział obowiązków pomiędzy trójką Butler-Wade-Rondo zdaje się nie odpowiadać potrzebom rotacji. Prezydent Bulls – John Paxson przyznał niedawno, że ekipa potrzebuje więcej strzelców za trzy i wywnioskował to z faktu, że są na ostatnim miejscu w skuteczności rzutów z dystansu. W Chicago rzecz jasna sami nadal nie wiedzą, w jakim kierunku mają podążać. Jimmy Butler w międzyczasie robi co może, by zapewnić miastu play-offy NBA. Jeżeli reszta sezonu będzie wyglądała podobnie do ostatnich dwóch miesięcy, zadanie stanie się sporym wyzwaniem.

fot. Kelvin Kuo
Michał Kajzerek
@mkajzerek