Dla Isaiah Thomasa przyjazd do TD Garden Washington Wizards był z pewnością dodatkową motywacją. Rozgrywający Boston Celtics wyglądał na odrobinę podrażnionego i w czwartej kwarcie znów włączył instynkt zabójcy. Czwarte kwarty to pożywienie dla jego gry.

 

NBA postanowiła, że graczem grudnia wschodniej konferencji zostanie John Wall. Dla Isaiah Thomasa to był policzek w twarz, bowiem na kilka godzin przed ogłoszeniem tej decyzji, rozgrywający Boston Celtics stwierdził, że bez wątpienia zasłużył na to wyróżnienie. Zatem odwiedziny Washington Wizards zawodnik musiał zakreślić sobie czerwonym kółkiem w kalendarzu. Ostatecznie gospodarze wygrali po runie 13:0 w końcówce czwartej kwarty, w której Thomas rzucił 20 ze swoich 38 punktów. Natomiast Johna Walla obrona C’s zatrzymała na zaledwie 9 punktach (4/21 z gry). Zawodnik grał z wybitym palcem i kontuzją nadgarstka.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Ten brak skuteczności Walla w ostatecznym rozrachunku mógł być tym, czego Wizards zabrakło, by w ogródku sprawić niespodziankę. Osamotniony w swoich staraniach Bradley Beal (35 punktów) został w końcu przygnieciony. Obrona gości z DC w czwartej kwarcie nie miała odpowiedzi na rozpędzonego Thomasa, który skończył spotkanie mając na koncie 38 oczek (14/29 FG, 5/11 3PT, 5/6 FT), 6 zbiórek i 5 asyst. To już 23 mecz z rzędu dla Isaiah z minimum 20 punktami. Luizjana czeka. Jego postawa w czwartych kwartach jest warta uwagi. W tym sezonie Thomas pod względem dobijania rywali jest jednym z najlepszych zawodników ligi. Kto by pomyślał, że wyrośnie na gwiazdę gotową samodzielnie przesądzać o wynikach swojej drużyny.

Już po zakończeniu meczu pomiędzy drużynami doszło do małej przepychanki. Jae Crowder wskazał na Johna Walla palcem, co rozgrywającemu Wizards się nie spodobało. Cały mecz był niezwykle intensywny. Obie drużyny grały naprawdę twardo, podburzając się nawzajem. Ewentualna seria w play-offach pomiędzy Celtics i Wizards powinna stworzyć interesujące widowisko. C’s w kolejnym meczu zagrają z Atlantą Hawks. Ekipa Mike’a Budenholzera wygrała siedem poprzednich spotkań, co samo w sobie stanowi dobrą zapowiedź nadchodzącego pojedynku ekip z miejsc trzy i cztery w tabeli wschodniej konferencji. Marcin Gortat starcie z Alem Horfordem zakończył mając na koncie 10 punktów i 9 zbiórek.

Zobacz także: Enes Kanter wyrzuca sędziego?

 

fot. Jason Miller
Michał Kajzerek
@mkajzerek