Mimo, że różnica ostatecznie wyniosła 11 punktów, Thunder i Knicks rozegrali między sobą interesującą partię. Russell Westbrook miał w niej ostatnie słowo, notując już 27 triple-double w sezonie regularnym.

 

Długo Westbrooka tutaj nie witaliśmy. Rozgrywający Oklahomy City Thunder w ostatnim czasie był znacznie bardziej powściągliwy w kontekście swoich szalonych triple-double. Kilka miesięcy temu zdarzały się niemal co noc, teraz Russell raczy nas nimi od czasu do czasu. Poprzedniej nocy New York Knicks przyjechali do Oklahomy i wygrali pierwszą kwartę 39:27. Gospodarze nie kazali rywalowi długo czekać na odpowiedź. Wszystkie straty Thunder odrobili już w kolejnych 12 minutach ogrywając Knicks 35:21. Swoje kolejne triple-double Russell przypieczętował na siedem minut przed końcem trzeciej odsłony.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

W końcówce tej kwarty, po trójce Victora Oladipo Thunder wyszli na prowadzenie 88:80. I choć zagrożenie ze strony Knicks nadal było realne, Westbrook i spółka byli w stanie kontrolować przewagę aż do ostatnich minut finałowej odsłony. W obronie bardzo dobrą pracę wykonał Andre Roberson, którego zadaniem było ograniczenie Carmelo Anthony’ego. Lider NYK trafił tylko 4 z ostatnich 13 rzutów. Natomiast Russell Westbrook, w ostatecznym rozrachunku spotkanie zakończył mając na koncie 38 punktów (13/22 FG, 3/5 3PT, 9/13 FT), 14 zbiórek, 12 asyst, 3 przechwyty, blok i 6 strat.

Obie drużyny rozpoczynają przerwę na Weekend Gwiazd. Anthony przed meczem dowiedział się, że zastąpi w składzie wschodniej konferencji kontuzjowanego Kevina Love’a. Russell zapewne wciąż nie potrafi uwierzyć, że początek zmagań wschodu i zachodu obejrzy z ławki rezerwowych. Ekipa z Oklahomy pozostaje na siódmym miejscu w konferencji i ma bezpieczną przewagę nad Denver Nuggets oraz całym peletonem, który ustawił się do walki o ostatnie miejsce premiowane awansem do fazy rozgrywek posezonowych. Russ tymczasem musi uważać. Jego 10,1 asysty na mecz jest niebezpiecznie blisko odebrania mu średnich na poziomie triple-double.

Zobacz także: Twardzi jak Boston
fot. Steve Dykes
Michał Kajzerek
@mkajzerek