To było show Bradleya Beala. Lider Washington Wizards grających nadal bez Johna Walla, postanowił na chwilę włączyć tryb play-offów i samodzielnie rozjechał obronę Portland Trail Blazers. Zespół odkuł się po blamażu z Utah.

 

Bradley Beal poczuł się do odpowiedzialności za wyniki swojej drużyny. Upokarzająca porażka z Utah Jazz zapewne dała zawodnikowi do myślenia. Pod nieobecność Johna Walla, to Beal musi być graczem mając najwięcej do powiedzenia. Tak było poprzedniej nocy. Obrona Portland Trail Blazers nie miała pojęcia, jak sobie poradzić z rozpędzonym rzucającym obrońcą i ten w konsekwencji zanotował 51 punktów (21/37 FG, 5/12 3PT, 4/5 FT), 3 zbiórki i 2 asysty. Na pewnym etapie przewaga gości z DC urosła już do 23 punktów. Blazers w czwartej kwarcie ucięli ją do 9 oczek, ale punkty Beala cały czas kontrolowały dla Wizards mecz.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

To rekord kariery wychowanka Florydy. Beal cały czas stara się wrócić do poziomu, jaki prezentował w poprzednich rozgrywkach. W 23 meczach sezonu 2017/2018 rzuca na gorszej skuteczności z gry (48 -> 45), za trzy (40 -> 36) i notuje średnio jeden punkt mniej. Teraz, gdy Wizards muszą czekać na Johna Walla, produktywność Beala jest kluczowa dla wyników drużyny. Meczem z Blazers Brad odkuł się po 10 oczkach w starciu z Detroit Pistons i 11 z 69 punktów drużyny w meczu z Utah Jazz. Zespół Scotta Brooksa z bilansem 13-11 zajmuje 7. miejsce w tabeli wschodniej konferencji.

– W poprzednich meczach za dużo myślałem. Dzisiaj zagrałem swobodniej i cieszyłem się grą – mówił Beal po ustanowieniu nowego rekordu kariery. – Dzisiaj daliśmy mu odpowiednio dużo miejsca do pracy. Gdy jest agresywny, to stać go na właśnie takie występy – przyznał z kolei coach Brooks.

Z kolei Marcin Gortat choć zagrał na słabej skuteczności i trafił tylko jeden z sześciu rzutów, to rozdał 7 asyst i zebrał z tablic 7 piłek. Z wysokim na parkiecie Wizards byli +11. W kolejnym meczu łodzianin zagra przeciwko swojej byłej ekipie. Czarodzieje kontynuują podróż i tym razem zawitają w Phoenix.

Zobacz także: Thunder wygrywają
fot. Craig Mitchelldyer
Michał Kajzerek
@mkajzerek