Dla LeBrona Jamesa to kwestia wyboru. Jednego dnia pozwala wygrywać mecze swoim kolegom, drugiego sam przejmuje lejce. Tak się stało poprzedniej nocy w zwycięstwie Cleveland Cavaliers z Charlotte Hornets na własnym parkiecie. Czy ktokolwiek jest w stanie kontrolować grę na wyższym poziomie?

 

Kevin Love miał znakomity początek sezonu m.in. dzięki pracy wykonanej przez LeBrona Jamesa. Lider mistrzów świetnie koordynował to, by piłka w kolejnych posiadaniach trafiała do jednego z najlepszych strzelców w rotacji. James przyzwyczaił nas do tego, że sezon regularny jest dla niego w głównej mierze przygotowaniem drużyny. Chodzi o zbudowanie jej pewności siebie i narzucenie na poszczególnych graczy poczucia odpowiedzialności. Te koszykarskie wyrachowanie LBJ-a stało się jednym z argumentów w dyskusji o tym, że w gruncie rzeczy koszykówką w Cleveland rządzi jeden człowiek.

Trudno zaprzeczyć temu, że James lubi kontrolować wszystko i wszystkich, ale najlepiej kontroluje samego siebie. Udowodnił to poprzedniej nocy. Ani Kevin Love, ani Kyrie Irving nie stanowili dla Cavaliers przewagi, która byłaby decydująca dla losów meczu, więc James wyniósł swoją grą o poziom wyżej i skończył spotkanie z dorobkiem 44 punktów (17/24 FG, 5/10 3PT), 9 zbiórek, 10 asyst, 3 przechwytów i bloku. Przejął na siebie dużą część zadań związanych z rozgrywaniem. Irving z 11 oczkami i 5 asystami był tej nocy poza swoim naturalnym rytmem, więc James szukał odpowiedzi w swojej grze. Ponadto oddał aż 10 prób z dystansu. Jego średnia z całego sezonu to 4,6.

Przy okazji 4-krotny MVP stał się jedynym zawodnikiem w historii gry z dorobkiem 27 tys. punktów, 7 tys. asyst i 7 tys. zbiórek. Jest także jedynym graczem z pozycji 3, 4, 5 (tzw. front-court), który w przekroju całej kariery zanotował na swoje konto aż tyle podań zakończonych celnym rzutem. Przed nim jeszcze mniej więcej sześć/siedem lat gry i nic nie wskazuje na to, by LeBron na którymkolwiek etapie miał zwalniać. Jeśli do tej pory nie docenialiście faktu, że żyjecie w czasach jednego z największych graczy w historii koszykówki, to myślę, że nadszedł czas, aby się zreflektować. Jamesa się ogląda!

fot. Tony Dejak
Michał Kajzerek
@mkajzerek