Phoenix Suns przyjechali na ten mecz odrobinę spóźnieni przez strzelaninę w Nowym Jorku. Takie rzeczy czasami wybijają z rytmu i przedmeczowej rutyny. Devin Booker nie miał z tym problemów, koledzy potrzebowali chwili.

 

Phoenix Suns pod Jayem Triano odrobinę odżyli. Zespół wygrał kilka ostatnich meczów i podnosi się po bardzo słabym starcie rozgrywek. Poprzedniej nocy Suns grali wyjazdowe spotkanie z Brooklyn Nets. Devin Booker był w wyśmienitej formie. Stanowił tak poważne zagrożenie dla obrony przeciwnika, że w czwartej kwarcie Nets dosłownie rzucili wszystko i starali się zatrzymać wyłącznie strzelca. Skorzystał na tym T.J. Warren. Booker w siedmiu dotychczasowych meczach sezonu regularnego, notował nieco lepsze liczby niż w poprzednich rozgrywkach – 22,1 punktu, 6,3 zbiórki 4,3 asysty, 41,5 3PT% i 45,2 FG%.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Poprzedniej nocy skończył zawody mając na koncie 32 punkty (11/22 FG, 5/8 3PT), 7 zbiórek, 4 asysty. Ale w czwartej kwarcie, zaraz po tym, gdy Brooklyn Nets zrobili 17 punktowy run i odrobili całą stratę, Booker zanotował tylko 2 punkty. Był tak szczelnie kryty przez defensywę Nets, że tym razem zwycięstwo musiał pozostawić na barkach swoich kolegów. Na wezwanie odpowiedział Warren, który zebrał kilka ważnych piłek i w ostatnie 12 minut zdobył 14 ze swoich 20 punktów. Na 6 minut przed końcem, po koszu Rondae Hollisa-Jeffersona, gospodarze prowadzili różnicą 8 punktów. Z 33 oczkami mecz zakończył D’Angelo Russell.

Wszystko zapowiadało kolejną katastrofę Suns, ale run 9:0 zakończony na 2 minuty przed końcem, pozwolił ekipie z Arizony odzyskać prowadzenie. W poprzednim sezonie Devin Booker rzadko otrzymywał od swoich kolegów tak konkretne i solidne wsparcie. Warren potwierdził z kolei, że jego koszykówka dojrzewa i Suns mogą opierać na nim coraz więcej gry. Z dobrej strony pokazał się także pierwszoroczniak Mike James. W 29 minut zanotował 24 punkty (9/16 FG), 5 asyst i 4 przechwyty. To dla 27-latka dopiero pierwszy sezon w NBA, dlatego wielu zaskoczył łatwością, z jaką się zaadaptował. Od początku swojej kariery grał w Europie, w końcu dostał szansę w lidze, która w 2012 najwyraźniej nie doceniła skali jego talentu.

Zobacz także: PowerRank nr 1!
fot. Jennifer Stewart
Michał Kajzerek
@mkajzerek