David Fizdale od pierwszego dnia swojej pracy nie ukrywał przed Z-Bo tego, w jakiej go widzi roli. Weteran ligowych parkietów w systemie nowego szkoleniowca miał funkcjonować jako wsparcie z ławki. W starciu z Golden State Warriors zarówno Grizzlies, jak i Randolph potwierdzili skuteczność tego rozwiązania.

 

Golden State Warriors prowadzili po trzech kwartach różnicą 19 punktów. Nic nie zapowiadało katastrofy, która miała miejsce w trakcie kolejnych kilkunastu minut. Memphis Grizzlies prowadzeni przez swoich liderów odrobili całą stratę i doprowadzili mecz do dodatkowych pięciu minut. Tam – ciągle będąc w gazie – przejęli inicjatywę i sprawili największą niespodziankę dnia. Porażki GSW w Oracle Arena są jednym z najrzadszych zjawisk w tej lidze, więc chapeau bas Memphis. To był klasyczny Grit & Grind, który w przekroju minionych lat stał się definicją stylu Grizzlies. Natomiast Z-Bo jest jednym z tych, którzy stworzyli taką naturę zespołu.

Poprzedniej nocy Zach Randolph był przewagą nie do przecenienia dla swojej drużyny. W obronie Warriors zabrakło zawodnika zdolnego ograniczyć produktywność, jaką skrzydłowy dostarczył z ławki. W 35 minut spędzonych na parkiecie, zapisał na swoje konto 27 punktów (12/17 FG), 11 zbiórek, 6 asyst, a Grizzlies z nim na parkiecie byli +24. Mimo że odjęto mu obowiązków, Randolph nie zapomniał jak wygrywać mecze. Nie ma w lidze wielu graczy, którzy pomimo dużej masy tak lekko poruszają się na nogach. Zawsze z dużą przyjemnością ogląda się foot-work skrzydłowego przy kreowaniu pozycji w post-up.

Warriors przegrali po raz szósty w tym sezonie, trzeci raz na własnym parkiecie. Grizzlies po powrocie do rotacji Mike’a Conleya grali w kratkę, długo szukając optymalnej formy. Pokonanie mistrzów zachodu może być dla nich sporym psychicznym wzmocnieniem. W czwartej kwarcie zatrzymali Warriors na 13 punktach! Na 13 punktach! Zatrzymali drużynę, której nie sprawia większych problemów odpalenie 12-stki z 40 oczkami. To pokazuje jak wielką zagrali koszykówkę po obu stronach parkietu. Zapewne kosztowało ich to wiele energii, ale takie zwycięstwo smakują najlepiej. Brawo Grizz! Brawo Z-Bo!

fot. Derick E. Hingle
Michał Kajzerek
@mkajzerek