Choć nadal znajdujemy się w bardzo wczesnej fazie sezonu 2017/2018, nie możemy narzekać na brak emocji. Pierwsze dni nowych rozgrywek przyniosły sporo niespodzianek. Jedną z nich jest gra Orlando Magic. Podopieczni Franka Vogela do tej pory czarowali zwłaszcza w ataku. Dziś, przeciwko Spurs, rozegrali swój najlepszy dotychczas mecz w defensywie.

 

118 punktów na mecz – najwyższa średnia w Konferencji Wschodniej. Wśród zespołów, które meczu z Orlando Magic nie będą wspominać najlepiej, już znajdują się Cleveland Cavaliers i San Antonio Spurs. A przecież to dopiero początek sezonu. Zwycięstwo z Cavs wielu postrzegało jeszcze jako łut szczęścia. 27-punktowe zwycięstwo nad ekipą Gregga Popovicha udowodniło nam jednak, że dobra postawa Magic to nie przypadek.

Nikt w Orlando nie popada w hurraoptymizm, ale trudno nie zauważyć, że pod okiem Franka Vogela dzieje się tam coś dobrego. Różnica w stosunku do poprzednich lat, o której mówiło się tam przed sezonem najczęściej, to fakt, że zawodnicy Magic wreszcie przystępują do rozgrywek z tym samym trenerem, co przed rokiem. W ostatnich latach słowo ,,stabilizacja” pojawiało się w Orlando pewnie raczej w formie żartu. Magic w ciągu trzech lat aż 4-krotnie zmieniali trenera, a atmosfera w drużynie nie była zbyt optymistyczna. Nie pomagały kolejne wysokie wybory w Drafcie – w końcu jak grać dobrze, skoro cały czas zmienia się system. Z pomocą przyszedł Frank Vogel. Z Indiana Pacers dwukrotnie znalazł się w Finałach Konferencji. Rok temu, gdy zaczynał pracę w Orlando, oczekiwania były zdecydowanie mniej wygórowane. Faktycznie, pierwszy sezon nie był dla Magic łatwy – wygrali tylko 29 z 82 spotkań i znów mieli długie wakacje. Dziś, 11 dni po rozpoczęciu nowych rozgrywek, możemy śmiało stwierdzić, że w ciągu roku drużyna z Florydy poczyniła ogromny krok w przód.

Sprawdź produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Efekt? Magic ogląda się świetnie. Aż trzech graczy – Aaron Gordon, Nikola Vucevic i Evan Fournier, rzuca średnio ponad 20 punktów na mecz. Zwycięstwa z drużynami z czołówki tylko polepszają nastroje całego zespołu i napawają go pewnością siebie. Tej, według Bismacka Biyombo, w Orlando nie brakuje:

Mamy sporo pewności siebie. To widać. Chłopaki grają bardzo pewnie. Ufamy sobie nawzajem. To wielka rzecz. Musimy iść dalej i dobrze się bawić na parkiecie. Dla zawodników, którzy grają tu długo, ten sezon to frajda. Gdy porównasz to z poprzednim rokiem, jest dużo więcej radości. Musimy trzymać się tego kierunku, a dobre rzeczy przyjdą same.

via Orlando Magic Daily.

W naszej przedsezonowej zapowiedzi postrzegaliśmy Magic jako silną drużynę, która z pewnością będzie grała efektownie. Nikt nie spodziewał się jednak, że tak dobrze będą radzić sobie w ataku. Ich zdobycze punktowe od początku sezonu: 116,121,114,125,114. Tylko Golden State Warriors mogą pochwalić się lepszymi cyframi. Dziś przeciwko Spurs, podopieczni Franka Vogela zdominowali swoich rywali także w defensywie. Wielka w tym zasługa zawodnika, który latem przyszedł z San Antonio. Gregg Popovich najwyraźniej chciał ukarać po meczu Jonathona Simmonsa za tak dobrą grę przeciwko swojej byłej drużynie, ale…pomylił go z Terrence Rossem:

Magic zatrzymali Spurs na 33% skuteczności z gry. Wcześniej dawali sobie rzucać sporo punków, zwłaszcza w obu spotkaniach z Nets. Siła fizyczna, jaką dysponują, daje im jednak możliwość stania się jedną z najlepiej broniących drużyn na Wschodzie. Dziś widzieliśmy zalążek czegoś, co Frank Vogel wraz ze swoimi podopiecznymi z pewnością próbuje osiągnąć.

Jeśli ofensywnie Magic nie zwolnią tempa, a w obronie będą zdarzać im się choćby momenty tak dobre, jak cały dzisiejszy mecz, mogą na stałe zagościć w najlepszej ósemce Wschodu. Dziś są na czele tabeli i jest to najbardziej radosny moment dla kibiców tej drużyny od czasów Dwighta Howarda i przygody w Finałach NBA.

Grzegorz Kordylas
fot. Fernando Medina/AFP
Czytaj także: Dziura w samolocie Thunder!