Ah ten Russell – nie przestajemy kręcić głową na jego popisy. Oklahoma City Thunder wygrywa mecze, ich lider prezentuje znakomitą formę, a trener daje mu absolutnie wolną rękę. Westbrook nie mógł sobie wymarzyć lepszych okoliczności do gry w koszykówkę. Aha – chciałbym też trochę urozmaicić, dlatego umówmy się, że piąte miejsce zestawienia będzie poniekąd niespodzianką…

 

5. DeMar DeRozan, Raptors

Ma za sobą znakomitą 1/3 sezonu regularnego. To są najlepsze momenty w jego karierze, co ma sens, ponieważ wychowanek USC wkracza właśnie w swój prime-time. W 31 meczach notował na swoje konto średnio 27,5 punktu, 5,3 zbiórki, 4,1 asysty i 1,4 przechwytu trafiając 47,4 FG% i ciągle słabe 26% za trzy. Brak rzutu z dystansu siłą rzeczy wpływa na ocenę DeRozana, ale ten zdążył nas przyzwyczaić do tego, że wykształcił się głównie na półdystansie, skąd potrafi być prawdziwym killerem. Można odnieść wrażenie, że im trudniejszy rzut, tym dla DeRozana lepiej. Jednak czy będzie w stanie zrobić różnicę wtedy, kiedy Raptors będą tego najbardziej potrzebowali?

4. Kevin Durant, Warriors

Ma za sobą znakomity mecz z Toronto Raptors. Golden State Warriors pokonali ekipę z Kanady 121:111, a KD skończył z 22 punktami, 17 zbiórkami, 7 asystami i 5 blokami. Trafił 8/15 z gry i 3/5 z dystansu. Zaprezentował świetny balans pomiędzy grą w ataku i w obronie Duranta. Coraz lepiej czuje się w tym, co zaproponował mu system Steve’a Kerra. Był także najlepszym zawodnikiem swojej drużyny w przegranym starciu z Cleveland Cavaliers. Parkiet The Q opuszczał z 36 punktami, 15 zbiórkami, 3 asystami, blokiem i przechwytem. Koniec końców to nie Durant próbuje się dostosować do Splash Brothers, a Splash Brothers próbują się dostosować do Kevina Duranta.

3. LeBron James, Cavaliers

Był tym, który nie pozwolił Cleveland Cavaliers umrzeć jeszcze przed czwartą kwartą meczu z Golden State Warriors. 14 punktów straty dla Kyriego Irvinga oznaczało tylko trochę więcej pracy, ale wcześniej o wynik swojej drużyny dbał on – lider nad liderów. James skończył tamten mecz mając na koncie 31 punktów, 13 zbiórek, 4 asysty, blok i 2 przechwyty. Trafił 12 z 22 rzutów z gry i 4/8 z dystansu. Jest jednym z kilku graczy w historii koszykówki, którzy tak mocno uzależnili od siebie środowisko, w jakim funkcjonują. Cavaliers bez niego po prostu nie potrafią poskładać się do kupy.

2. James Harden, Rockets

Kontynuuje to, co robił przez pierwsze dwa miesiące sezonu regularnego. Harden coraz lepiej czuje się z rolą play-makera. Odnalazł w tym dobry rytm, współpracuje z kolegami, kreuje dla siebie. Trudno powiedzieć, czy na tym etapie jest jeszcze coś, co mu nie odpowiada? Werdykt po 1/3 sezonu regularnego może być jeden – zatrudnienie na stanowisko pierwszego trenera Mike’a D’Antoniego było dla drużyny z Teksasu strzałem w dziesiątkę. Rockets wygrali dwa poprzednie mecze z Mavericks i Suns. Harden notował w nich odpowiednio 34 punkty, 11 asyst i 32 punkty, 12 asyst. Gregg Popovich przyznał ostatnio, że nie ogląda żadnych taśm rywali swojej drużyny, ale dla Hardena robi wyjątek.

1. Russell Westbrook, Thunder

Przed Świętami Bożego Narodzenia Russell Westbrook rozegrał trzy mecze z rzędu przekraczając granicę 40 oczek. Oklahoma City Thunder wygrała pięć ze swoich ostatnich sześciu spotkań i jeśli Russ będzie w stanie utrzymać taką intensywność do samego końca, to tytuł MVP może być dla ligi wyłącznie formalnością. Jest prawdziwym szaleńcem. Thunder w drugi dzień świąt grali z Miami Heat. Lider OKC zanotował 29 punktów, 17 zbiórek, 11 asyst trafiając 11/22 z gry. Ciekawostką jest fakt, że oddał tylko jeden rzut z dystansu, czyżby samokontrola? Zespół z bilansem 20 wygranych i 12 porażek zajmuje 5. miejsce w tabeli zachodniej konferencji.

MVP PowerRank NR 2

fot. Elsa
Michał Kajzerek
@mkajzerek