San Antoni Spurs i Kawhi Leonard nie pozwalają się dopaść typowej szarzyźnie środkowej części sezonu. To bardzo często okres, w którym granie jest odrobinę męczące, a na wierzch wychodzą problemy, o czym przekonują się chociażby Cleveland Cavaliers.

 

5. John Wall, Wizards

Od grudnia rozgrywa najlepszy okres w swojej karierze. Prowadzi Washington Wizards od zwycięstwa do zwycięstwa. Zespół z DC wygrał już czternaście z rzędu meczów na własnym parkiecie. Są na 5. miejscu w konferencji wschodniej i dzięki zwycięstwu z Boston Celtics zbliżyli się do miejsc, które zapewniają przewagę parkietu w pierwszej rundzie play-offów. Wall notuje na swoje konto średnio 23,1 punktu (carrer-high), 10,1 asysty i 2,1 przechwytu trafiając 46,4 FG% i 31,7 3PT%. Rzutem z dystansu nadal nie grozi, ale jego współpraca z trójką Marcin Gortat, Otto Porter, Bradley Beal niesie drużynę Scotta Brooksa do naprawdę ciekawych wyżyn.

4. Kevin Durant, Warriors

Golden State Warriors pozostają drużyną z najlepszym bilansem w lidze. Kevin Durant dzieli się obowiązkami ze Stephen Currym i Klayem Thompsonem, ale w przekroju okresu, w którym GSW mierzyli się z Cavaliers, Rockets i Thunder – KD był MVP swojej drużyny. Był nie do zatrzymania zwłaszcza w starciu przeciwko byłym kolegom. 40 punktów, 12 zbiórek, 4 asysty, 3 bloki. Bezlitośnie przypomniał fanom z Oklahomy o tym, co dokładnie stracili, gdy skrzydłowy latem 2016 wybrał kalifornijskie słońce zamiast zapachu nafty unoszącego się pod chmurami przemysłowej OKC. KD notuje w sezonie 26,1 punktu, 8,5 zbiórki, 4,7 asysty, 1,7 bloku i 1,2 przechwytu trafiając 54,3 FG% i 39% za trzy.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

3. Russell Westbrook, Thunder

Jego triple-double już przestały imponować i najlepszym tego dowodem jest sami-wiecie-co. Oklahomie po drodze zdarzyło się kilka wpadek, a Russ znów rozegrał kilka meczów, w których nie bardzo pomógł swojej drużynie. Minęła połowa rozgrywek 2016/2017 i nikogo już nie obchodzi to, że Westbrook goni za jakimkolwiek rekordem. Mimo wszystko niezrozumiałe, bo utrzymanie trzech statystyk na dwucyfrowym poziomie wymaga powtarzalności na poziomie, do którego dobiło tylko paru graczy w historii NBA. Po 45 meczach rozgrywek jedynka Thunder notuje 30,8 punktu, 10,6 zbiórki, 10,4 asysty, 1,6 przechwytu, 42,1 FG% i 32,6 3PT%.

2. James Harden, Rockets

Rockets też zaliczają mały styczniowy ślizg. Wiecie – to okres w sezonie, kiedy dla jednych trwa walka o przetrwanie, dla drugich mozolne wyczekiwanie i przygotowania do play-offów. Czasami zespoły skręcają w złym kierunku, np. pozwalając sobie na przewidywalność. Rockets nauczyli się pewnego stylu i od niego nie odstępują. To sprawia, że defensywa rywala zaczyna coraz lepiej znajdować słabe punkty. Niewykluczone, że właśnie to się dzieje w przypadku ekipy Mike’a D’Antoniego, która w swoim ostatnim meczu dała się zlać Giannisowi Antetokounmpo i jego Milwaukee Bucks. Harden kontynuuje fenomenalny sezon, ale zespół z Teksasu w końcu będzie potrzebował jakichś struktur w obronie. Harden trzyma się średnich 28,6 punktu, 11,6 asysty, 1,4 przechwytu, 44,9 FG% i 34,9 3PT%.

1. Kawhi Leonard, Spurs

San Antonio Spurs i Kawhi Leonard nie pozwalają sobie na żadne zimowe niedospanie. Jak co roku kontynuują walkę na szczycie zachodniej konferencji. Podczas gdy reszta ligi walczy, Leonard wspina się na szczyt dzięki swojej naturze two-way playera. Jego największą zaletą jest to, że potrafi dać z siebie absolutnie wszystko po bronionej stronie parkietu i ciągle mieć siły na to, by w ataku skończyć izolację lub jakąkolwiek inną egzekucje, która tym razem przyjdzie mu do głowy. Gregg Popovich przyznał ostatnio, że nawet on nie spodziewał się, że Leonard wyrośnie na tak kompletnego zawodnika. Przyzwyczailiśmy się, że Spurs grają na określonym pułapie, przez to z docenianiem Kawhiego jest problem. Wychowanek San Diego State po 41 meczach notuje 25,5 punktu, 5,7 zbiórki, 3,2 asysty, 1,8 przechwytu trafiając 49 FG% i 41,3 3PT%.

Zobacz także: Mannequin Challenge w Korei
fot. Scott Ball
Michał Kajzerek
@mkajzerek