Dla Russella Westbrooka sezon może skończyć się w przeciągu kolejnych dwóch tygodni. Nikt jednak nie zabierze mu tego, co zrobił w trakcie 82 meczów rozgrywek zasadniczych. To był bez wątpienia jeden z najlepszych indywidualnych sezonów w historii koszykówki.

 

5. LeBron James, Cavaliers

Na sezonie LeBrona Jamesa mocno odbija się to, że jego zespół mierzył się z całą masą problemów. LBJ nie był w tym okresie wzorem lidera, często sugerował, że z drużyną coś jest nie w porządku i po prostu muszą wziąć się do pracy. James może być czymś sfrustrowany. Nigdy nie wiadomo, co się dzieje w jego głowie. To zdecydowanie jeden z najbardziej skomplikowanych graczy w dzisiejszej koszykówce. W 74 spotkaniach sezonu regularnego, lider Cavs notował 26,4 punktu, 8,6 zbiórki, 8,7 asysty i 1,2 przechwytu. Trafiał 54,8 FG% oraz 36,3 3PT%.

4. Stephen Curry, Warriors

Stephen Curry miał znakomitą końcówkę sezonu. To rozgrywający podniósł Golden State Warriors po problemach, jakie zespół napotkał, gdy w rotacji zabrakło Kevina Duranta. W pięciu meczach kwietnia, lider zespołu z Oakland notował na swoje konto średnio 32,8 punktu, 8 asyst, 3 zbiórki, blok i 1,8 przechwytu trafiając 56,8 FG% 61,9 3PT%, ale tylko 68,4 FT%. Curry zdecydowanie złapał formę w odpowiednim momencie. Drużyna wicemistrzów z poprzedniego sezonu pozostaje na ten moment najmocniejszym kandydatem do odebrania Cavs tytułu mistrza.

3. Kawhi Leonard, Spurs

Znakomity po obu stronach parkietu. Nie tylko jeden z najlepszych i najbardziej clutch graczy w lidze, ale także jeden z najlepszych defensorów. Pisałem to już wielokrotnie w trakcie trwania sezonu. Nikt w lidze nie potrafi lepiej rozłożyć energii na grę w ataku i grę w obronie. Ludzie chyba nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jakie to jest trudne. Wymaga niezwykle skrupulatnego przygotowania fizycznego, utrzymania koncentracji na absolutnie najwyższym poziomie i dodatkowo dbania o każdy detal związany ze strategią drużyny. Leonard w 73 spotkaniach sezonu regularnego notował 25,7 punktu, 5,8 zbiórki, 3,5 asysty i 1,8 przechwytu trafiając 48,6 FG% i 37,9 3PT%.

2. James Harden, Rockets

Przychodzi mi to z wielkim trudem. Możemy w tym jednym sezonie zrobić tak, że dwie nagrody MVP otrzymają James Harden i Kawhi Leonard, natomiast Russell Westbrook będzie laureatem pierwszego w historii ligi MOP (Most Oustanding Player)? To jedyne rozwiązanie, które godzi to wszystko. Harden zasłużył na MVP równie mocno, co Westbrook, ale trudno przejść obok całej wielkiej historii, którą niemal w pojedynkę napisał lider OKC. Harden prawdopodobnie ogra go w pierwszej rundzie play-offów, co poniekąd będzie vendettą zawodnika za przegranie MVP. Notował w kampanii 2016/2017 średnio 29,1 punktu, 11,2 asysty, 8,1 zbiórki i 1,5 przechwytu trafiając 43,8 FG% i 34,5 3PT%.

1. Russell Westbrook, Thunder

Mecz z Denver Nuggets jest doskonałym skrótem dla całego sezonu Russella Westbrooka. Triple-double, spektakularny finisz z prawdopodobnie najlepszym buzzer-beaterem sezonu regularnego. Westbrook wspiął się na wyżyny, na których nie był dotąd nikt w historii koszykówki i to bez wątpienia czyni go numerem jeden. Jednak w całej tej narracji o nim jako MVP, najbardziej kłopotliwe jest to, że West był słabym obrońcą, natomiast jego drużyna nie ma wielkich szans na to, by zakończyć sezon z trofeum Larry’ego O’Briena. 31,9 punktu, 10,7 zbiórki, 10,4 asysty, 1,7 przechwytu, 42,6 FG% i 34,4 3PT%.

Zobacz także: Drabina Rookies nr 5
fot. Steve Dykes
Michał Kajzerek
@mkajzerek