Kibice w Badalonie żegnali Przemka Karnowskiego buczeniem, kiedy ten schodził na ławkę na początku drugiej dogrywki meczu Joventut – MoraBanc. Śmiało można powiedzieć, że była to najwyższa forma uznania, bo wcześniej Polak uciszał ich raz za razem udanymi akcjami. 17 punktów (8 na 9 z gry) nie osłodziły mu jednak porażki jego zespołu i kiedy wychodził z szatni po meczu, nie był w najlepszym nastroju. Mimo wszystko poświęcił mi kilka minut, żeby opowiedzieć trochę o swoich początkach w lidze ACB.

Przemek Kujawiński: Nie wiem, czy chcesz rozmawiać o tym meczu? Ułożył się jednak dosyć nieszczęśliwie dla ciebie, bo złapałeś 3 faule na przełomie czwartej kwarty o dogrywki i musiałeś zejść z parkietu…

Przemek Karnowski: To było nieszczęśliwe trochę. Nie wiedziałem, jak grać przeciwko zawodnikom, którzy grają tyłem do kosza, czy można postawić dużo oporu, czy nie…

PKuj: No właśnie, jak to wyglądało z twojej perspektywy? Z mojej te dwa ostatnie faule były takie wątpliwe.

PKar: Ja jestem dużym zawodnikiem, staram się grać na kontakcie, kiedy ktoś idzie do kosza. Wydaje mi się, że nie jest to faul. Z tych dwóch sytuacji przynajmniej jedna nie była faulem. No ale taka bywa kolej rzeczy. Musiałem usiąść na ławkę już na początku pierwszej dogrywki i wspierać kolegów, klaszcząc.

PKuj: Jak wygląda twoja aklimatyzacja w Andorze?

PKar: Dobrze. Na początku przyjechałem po Eurobaskecie, wiadomo, drużyna była już ze sobą przez kilka tygodni. Przez okres przygotowawczy dużo podróżowaliśmy, jeździliśmy na sparingi, a teraz miesiąc już grania. Przede wszystkim jest dużo podróżowania. Kiedy mamy jakiś mecz, to musimy jechać do Barcelony na lotnisko albo do Lleidy na szybki pociąg. Myślę, że ja już wskoczyłem i drużyna też już wskoczyła w rytm i już wiemy, jak to wygląda. Na przykład dzisiaj zostajemy w Barcelonie i jutro z rana lecimy już do Stambułu, ponieważ we wtorek gramy już w Eurocupie.

PKuj: Jak się czujesz fizycznie? Tak, jak mówiłeś, przyjechałeś tu prosto z Eurobasketu, a tam nie byłeś jeszcze fizycznie po tych urazach w pełni gotowy do gry.

PKar: Dokładnie. Czuję się dobrze. Pleców nie odczuwam już w ogóle. Kciuk też jest już zagojony. Była jedna sytuacja, kiedy ktoś tam mnie pociągnął, ale nie mam żadnego stałego bólu, więc zdrowotnie czuję się bardzo dobrze.

PKuj: Kondycyjnie też już jesteś w gazie?

PKar: Na pewno na początku była taka chwila aklimatyzacji tutaj, bo koszykówka w Hiszpanii jest szybsza. Dużo biegamy na treningach i to nam daje lepsze przygotowanie do meczów. Widzisz, jak gra Badalona, widzisz, jak grają inne drużyny…

PKuj: Wy też dużo biegacie…

PKar: Każdy się tu stara podkręcać tempo i zdobywać szybkie punkty, łatwe punkty. Myślę, że to jest to, co charakteryzuje grę hiszpańską. Na pewno to mi zajęło chwilę, ale teraz jest już wszystko dobrze pod względem kondycyjnym.

PKuj: Masz jakiś indywidualny plan treningowy?

PKar: Zmieniłem dietę. Schudłem około 6-7 kilogramów.

PKuj: Myślę, że dla ludzi na Twitterze, to będzie bardzo ważna informacja.

PKar: Pozdrowienia dla wszystkich Twitterowiczów. Wiadomo, że dużo przywiązują wagi do tej wagi (śmiech). Na pewno to było dla mnie głównym celem. Tak jak mówię, gramy co 3, 4 dni, więc razem z podróżami jest to ciężkie. Oczywiście mamy jeszcze siłownię i bardzo dużo treningów, więc jeśli chodzi o taki plan indywidualny to jest trudno to robić. Oczywiście nie jest to NBA, ale na pewno jest to bardziej zbliżone niż koszykówka uniwersytecka.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

PKuj: Jakie poza tym są największe różnice między NCAA a Hiszpanią?

PKar: Na pewno są tu bardziej doświadczeni zawodnicy. Zawodnicy, którzy grali na wysokim poziomie, czy w NBA, czy tutaj gdzie grają od kilku czy kilkunastu lat w Europie w pucharach i innych rozgrywkach. Myślę, że liga hiszpańska jest drugą najlepszą ligą krajową po NBA. Tutaj w każdym meczu, gdziekolwiek jedziemy, jest zawsze ktoś, kogo się zna, czy nawet ktoś, kogo kiedyś oglądałem w telewizji, jak byłem troszeczkę młodszy. Na pewno grają tutaj dobrzy zawodnicy.

PKuj: 5 lat mieszkałeś w Stanach, teraz przyjechałeś do takiej małej Andory. Jakie są największe różnice?

PKar: Na pewno język. Staram się nauczyć trochę hiszpańskiego, ale idzie to wolno. Trochę podstaw już mam, ale jeszcze długa droga do tego, żeby mógł normalnie rozmawiać. Używam tu dużo angielskiego. Nasz trener mówi tylko po hiszpańsku, więc asystenci tłumaczą cały czas wszystko tłumaczą na treningach i na meczach. Na pewno jest też inne jedzenie tutaj.

PKuj: A jak ci się podoba sama Andora? Malutkie państewko w górach. Przypomina ci cokolwiek Spokane?

PKar: Spokane ma 300 tysięcy ludzi. Cała Andora ma 70, a nasze miasto ma 25. Na pewno jest dużo mniej ludzi, ale z tego co słyszałem, kiedy będzie śnieg, to dużo ludzi będzie przyjeżdżało na narty i będzie ich więcej. Póki co jednak małe państwo, małe miasto, ale to daje mi możliwość skupienia się na treningach i na tym, żeby grać lepsze mecze.

PKuj: W Spokane byłeś przyzwyczajony do tego, że było szaleństwo na trybunach. Jak jest tutaj?

PKar: Tutaj, kiedy gramy w niedziele, to kibice dopisują, jest prawie cała hala. Hala ma około 4,5 może 5 tysięcy miejsc. W tygodniu, kiedy gramy w Eurocupie jest troszeczkę mniej, aczkolwiek 3-3,5 tysiąca zawsze przyjdzie. Jak na takie małe miasto, to myślę, że nie można narzekać i ten doping kibiców zawsze jest.

PKuj: Jakie cele sobie stawiacie jako zespół przed tym sezonem?

PKar: Na pewno nie chcieliśmy, żeby tak wyglądał początek tego sezonu. Przegraliśmy kilka meczów po dogrywce, czy teraz po dwóch dogrywkach, czy w ostatniej sekundzie. Gdyby kilka sytuacji się inaczej dla nas potoczyło, gdybyśmy tu nie mieli straty, czy nie oddalibyśmy ofensywnej zbiórki, to myślę, że ten nasz bilans byłby zupełnie inny. Za dwa dni mamy kolejny mecz w Eurocupie i musimy walczyć. W lidze teraz jesteś 2-5, w Eurocupie 1-3, aczkolwiek nie zamyka nam to jeszcze drogi do awansu do następnej rundy.

PKuj: Jak cię przyjęła drużyna?

PKar: Dobrze, dobrze. Mamy bardzo dużo zawodników z różnych państw…

PKuj: Macie taką słowiańską enklawę, ty, Jelinek, Blazic…

PKar: Jankovic, Stevic. Jelinek grał w Polsce, Oliver [Stevic] też grał w Polsce. Obaj mówią po polsku, więc jeśli mamy problem z angielskim, to możemy zmienić na polski. Bardzo dużo mamy różnych języków w szatni. Przyjęcie było naprawdę dobrze i na pewno nie mogę na to narzekać.

PKuj: Jakie cele przed tobą na najbliższy czas?

PKar: Dla mnie, niezależnie od tego, ile będę miał czasu – chociaż te czas wzrasta od początku sezonu, kiedy zacząłem z pięcioma czy czterema minutami przeciw Realowi, a potem trener nabierał do mnie zaufania – celem będzie, żeby trener miał do mnie jeszcze więcej zaufania i żebym grał w końcówkach, żeby ta piłka szła na dół do mnie, kiedy jesteśmy w opałach w ataku. Poza tym myślę, że po prostu grać jak najlepiej, grać na równym poziomie i to jest dla mnie taki cel na najbliższych kilka miesięcy.

PKuj: Dzisiaj to już się działo, dostawałeś piłkę na bloku…

PKar: Dzisiaj na pewno to dobrze wyglądało dla mnie indywidualnie. Mogłem iść na lewą rękę, jakoś mnie tam nie zamykali, a kiedy to robili starałem się odegrać na otwarte pozycje. Mam nadzieję, że dalej tak to będzie wyglądać w meczach, aczkolwiek nasza taktyka się bardzo różni z meczu na mecz.

PKuj: Zauważyłeś, że już się szykują na ciebie trochę inne zespoły?

PKar: Myślę, że na pewno. Po tych dwóch czy trzech meczach dużo osób jeszcze nie wiedziało, kim jestem, czy mieli tylko pojęcie, że grałem w Polsce dla reprezentacji, ale myślę, że teraz na pewno będzie mi już trudniej iść zawsze na tę lewą rękę i będzie trzeba manewrować w drugą stronę.

PKuj: Dzisiaj ci na to pozwalali, ale inną sprawę jest też obrona, gdzie byłeś atakowany cały czas w pick and rollu.

PKar: Myślę, że każda drużyna będzie chciała to wykorzystać, chociaż wydaje mi się, że dzisiaj źle to nie wyglądało.

PKuj: Dzisiaj to wyglądało nieźle. Chyba stracone kilogramy też robią tu różnicę.

PKar: Myślę, że przez te dwa, trzy pierwsze mecze indywidualnie grałem źle w obronie w pick and rollu, ale pooglądaliśmy taśmy, popracowaliśmy na treningach i teraz wygląda to już trochę lepiej.

Zobacz także: Larry Nance wypada z gry na ponad miesiąc
fot. wildbasket.wordpress.com
Przemek Kujawiński @sobriquet84