Trybunał Konstytucyjny to jeden z najgorętszych tematów politycznych bieżącego roku, ale pewnie nikt z Was nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy w świecie NBA też istnieje porządek konstytucyjny. Odpowiadamy: tak, Konstytucja NBA istnieje i jest bardzo ważnym dokumentem dla funkcjonowania ligi.

Skąd w ogóle taki pomysł?

Jako kibice patrzymy na najlepszą ligę świata przede wszystkim jak na widowisko sportowe, ale z punktu widzenia udziałowców, zarządu oraz klubów NBA jest potężnym przedsiębiorstwem, przynoszącym zyski w najdalszych zakątkach świata.

Tak wielowymiarowa organizacja nie mogłaby obyć się bez „najwyższego prawa”, które obejmuje zarówno wszystkie najważniejsze „polityki” (czyli preferowane sposoby postępowania), jak również wiążące, twarde regulacje (nazywane czasem bylaws, czyli z ang. „prawo wewnętrzne”).

Aby nadać takiemu dokumentowi odpowiednią rangę, w tytule pominięto słowo „regulamin” czy „statut”  i nazwano go dosadnie – „Konstytucja NBA”. Te dwa poprzednie terminy często używane są natomiast w polskim żargonie sportowym (chociażby Status PZKosz czy Regulamin rozgrywek PLK).

Jej najbardziej aktualna wersja pochodzi 29 maja 2012 r. i jest dokumentem częściowo tajnym i poufnym. Dostęp do niego mają tylko wybrańcy.

Sports Illustrated
fot. Sports Illustrated

Co znajdziemy w Konstytucji NBA?

Konstytucja NBA do złudzenia przypomina akty prawne publikowane w dziennikach ustawowych. Składa się ze wstępu dotyczącego interpretacji i jednolitego rozumienia przepisów (nazywanego popularnie „słowniczkiem ustawowym”), 46 rozdziałów oraz 10 załączników technicznych, zwanych sekcjami.

Przykładowa tematyka rozdziałów to: „zasady organizacji”, „konflikt interesów”, „rezygnacja z członkostwa”, „bankructwo i niewypłacalność”.

Można zaryzykować stwierdzenie, że Konstytucja NBA tworzy swego rodzaju „ustrój” NBA jako organizacji, w której pogodzić trzeba interesy wielu frakcji – właścicieli klubów, zarządu samej ligi, prężnej organizacji zawodników czy nawet sędziów.

Konstytucja NBA zachowuje najwyższe standardy i przewiduje nawet najbardziej pesymistyczne czy wręcz niewyobrażalne scenariusze.

Może się nam wydawać, że liga jaką znamy dzisiaj jest „nienaruszalna” i bierzemy jej kształt za pewnik, ale kto wie, czy np. za dekadę nie nastąpi „ekspansja” i nie będziemy mieli siedmiu dywizji, z których jedna będzie składać się z drużyn spoza kontynentu amerykańskiego?

Kto naprawdę rządzi ligą?

Oprócz newralgicznych kwestii, o których wspomniałem powyżej, Konstytucja NBA wprowadza przede wszystkim szereg procedur, które odzwierciedlają układ sił i mówią o tym, kto naprawdę rządzi ligą.

I tak niektóre rozdziały dotyczą stwierdzania „kworum” (czyli obecność uprawnionych do głosowania, która decyduje o uznaniu głosowania za wiążące), wprowadza organy do złudzenia przypominające administrację państwową, ale i spółki akcyjne, czyli Radę Nadzorczą („Board of governors”), Wiceprezesów, Sekretariat, Skarbnika, a nawet określa kompetencje Komisarza NBA i jego zastępcy.

Dla przykładu, Adam Silver (urzędujący Komisarz), potrzebował zgodnie z Konstytucją NBA większości ¾ głosów, aby zostać wybrany na to stanowisko. Jego zastępcą jest w tym momencie Mark A. Tatum.

Dokument jest tak szczegółowy, że określa nawet wynagrodzenia i wysokość premii poszczególnych „organów”, tworząc quasi-związkową strukturę NBA. W dalszej części znajdziemy m.in. przepisy dotyczące kapitału, udziałowców, ale także zasad zachowania…zawodników i konsekwencji złamania tych przepisów.

Dla przykładu – za zachowanie „naruszające dobre imię koszykówki” liga może ukarać zawodnika karą w wysokości 50,000 $!

Ciąg dalszy nastąpi

Konstytucja NBA z pewnością ukazuje pieczołowitość, z jaką władze NBA starają się określić najdrobniejsze nawet detale związane z ligą. Z dokumentu emanuje profesjonalizm. Zapoznając się z jego treścią trudno kwestionować etykietę „najlepszej ligi świata”, jaka do niej przylgnęła.

W kolejnych odsłonach cyklu „Koszykarskie paragrafy” będziemy często wracać do Konstytucji NBA i rzucać światło na poszczególne aspekty biznesu z pomarańczową piłką w tle.

Bartłomiej Berbeć
@bartekberbec