W piątek zniknąłem z życia publicznego – całe szczęście kontynuuję zawodowe, żeby mieć na whisky, nowe buty i komiksy – bo premierę miało NBA2K18. W sobotę rano, o godzinie szóstej, siedziałem przed telewizorem, w okularach, owinięty w koc. Śmiano się ze mnie, że wyglądam jak nastolatek, który w końcu dorwał się do konsoli i wczesna godzina ranna jest jedyną, kiedy można bezproblemowo grać bez zajmowania telewizora komuś innemu.

 

Recenzja gry wkrótce, ale najpierw o samych butach. Generalnie panowie z Visual Concepts zrobili leciutki majstersztyk, nie tylko twarze zawodników są świetnie odwzorowane (widać mimikę, reakcje), ale genialnie wyglądają właśnie kicksy – co roku zresztą lepiej i lepiej.

Skąd świetne odwzorowanie butów? No i twarzy? Programiści z Visual Concepts mieli do dyspozycji laserowy skaner 3D, którego możliwości spowodowały, że przybliżając buta, można na Air Jordan IV zobaczyć mesh. Wcześniej, kiedy 2K decydowało się na wprowadzenie oryginalnych butów do gry, proces wyglądał nieco inaczej, robiono zdjęcia butom i rozciągano, przeciągano, przekładano je na bryły w grze. Zaawansowanie technologiczne pozwoliło na zupełnie inne podejście, które powoduje, że na nogach graczy są wycięte z rzeczywistości fragmenty.

Developerzy pracują bardzo blisko z największymi markami na rynku, mają wypracowane relacje, m.in. po to, aby najnowsze modele butów, czy ich kolorystyki, jak najszybciej znalazły się w grze. Najczęściej jest tak, że już w dniu premiery, w NBA2K18 pojawi się nowy but, do tego kiedy zawodnik zmieni but w rzeczywistości, zmienia się też jego but w grze. Wszystko ma następować w maksymalnie szybkim czasie i powodować, że gra wygląda realistycznie.

Jak bardzo realistycznie? Ano tak, że nawet marka Big Baller Brand i ZO2 dla Lonzo Balla, znajdzie się w grze. W trybie Run The Neighborhood gracze będą mogli wejść do Footlockera i kupić co im się tylko wymarzy. Może w przyszłości sami będziemy dodawali do NBA2K18 swoje buty? Tak jak ma to teraz miejsce ze skanowaniem twarzy?

 Szczepan Radzki