Po przeszło czterech miesiącach Houston Rockets i Donatas Motiejunas porozumieli się w sprawie nowej umowy dla silnego skrzydłowego. Jednak zanim gracz powróci do rotacji, zespół chce mieć absolutną pewność, że ten pod względem fizycznym jest gotowy do gry.

 

Gdy Houston Rockets wyrównali ofertę za Donatasa Motiejunasa, którą zawodnikowi przedstawili Brooklyn Nets, kolejnym krokiem były testy medyczne Litwina. Ten jednak nie stawił się przed sztab medyczny drużyny i poprzez agenta zapowiedział, że tego w ogóle nie zrobi. Początkowo przypuszczano, że Rockets podtrzymają ofertę i poczekają na reakcję zawodnika. Kilka dni później Adrian Wojnarowski poinformował, że zawodnik porozumiał się z drużyną w sprawie 4-letniego kontraktu za 35 milionów dolarów. Za pierwszy rok otrzyma 8,3 miliona, w każdym kolejnym jest opcja zespołu.

W umowie jest także klauzula zabraniającą Rockets handlowania graczem przez 90 dni. To oznacza, że generalny menadżer – Daryl Morey nie będzie mógł wytransferować Motiejunasa przed zamknięciem zimowego okienka, ale dostanie możliwość wykorzystania jego umowy przy okazji draftu 2017. Na przestrzeni ostatnich kilku lat między stronami było wiele nieporozumień, więc ta wspólna przyszłość jest bardzo mglista. De facto Rockets już raz Donatasa wytransferowali. W poprzednim sezonie Litwin był w drodze do Detroit Pistons, ale nie przeszedł tam testów medycznych i Tłoki cofnęły transfer.

Widzimy, że badania stały się dla kariery zawodnika swego rodzaju przeszkodą. Dlatego według ostatnich doniesień – w Houston będą gotowi przywrócić go do rotacji Mike’a D’Antoniego, gdy otrzymają więcej informacji o stanie jego zdrowia. W trakcie off-season gracz rehabilitował plecy i rzekomo był gotowy do rozpoczęcia rozgrywek, jeśli tylko porozumiałby się w sprawie umowy. W sezonie 2015/2016 rozegrał dla Rox tylko 37 meczów, więc obawy zespołu wydają się być w pełni uzasadnione. Trener D’Antoni spodziewał się D-Mo na starcie z Dallas Mavericks, ale po meczu w rozmowie z dziennikarzami powiedział.

– Myślałem, że będzie dzisiaj z nami, ale go nie ma. […] Rozwiązują jeszcze jakieś problemy – przyznał. – Przyjechałem tam, to powiedzieli mi, że mam wracać do domu – odpowiedział Motiejunas.

Zatem saga Motiejunasa i Rockets ciągle trwa i nadal nie możemy mieć stu procentowej pewności, że skrzydłowy ostatecznie wybiegnie na parkiety NBA w trykocie drużyny z Teksasu.

fot. Troy Taormina
Michał Kajzerek
@mkajzerek