Chicago Bulls pokonali poprzedniej nocy Detroit Pistons w jednym z najciekawszych pojedynków nocy. Zwycięstwo Bykom pomógł odnieść powracający do gry Zach LaVine. Nowa młoda gwiazda Bulls odegra kluczową rolę w kontekście przyszłości zespołu.

 

Niemal rok trwał powrót Zacha LaVine’a do pełni zdrowia po zerwaniu przez gracza więzadła w kolanie. Niektórzy mówili, że Zach do gry był gotowy już dwa miesiące temu, ale w Chicago postanowili, że wykorzystają wszelkie środki bezpieczeństwa, by jak najbardziej zminimalizować ryzyko. W pewnym momencie pojawiły się nawet pewne nieścisłości w relacjach zawodnik-klub, bo LaVine był niezwykle głodny gry. W końcu strony postanowiły na ten temat porozmawiać i datę powrotu gracza ustaliły na 13 stycznia. Bulls podejmowali na własnym parkiecie Detroit Pistons.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Zach wyszedł w pierwszej piątce i nie pozostawił cienia wątpliwości odnośnie swojego przygotowania. Grał w znakomitym rytmie, dobrze się poruszał, podejmował dobre decyzje i stanowił konkretną wartość dodaną w składzie Freda Hoiberga. Debiut może zaliczyć do udanych. Skończył z dorobkiem 14 punktów (5/9 FG, 3/4 3PT) i 2 asyst, ale co ważniejsze – jego drużyna wygrała mecz, a to kluczowe, bo Bulls – jeśli nie dokonają gruntownych zmian podczas ostatnich tygodni okienka – mają realne szansę na walkę o play-offy wschodniej konferencji.

Zwycięstwo z Pistons było ich trzynastym w ostatnich dwudziestu meczach. Dopisało im jednak szczęście, bo w całym starciu były 23 zmiany na prowadzeniu i 7 remisów! Bulls rzucali z zaskakująco dobrą skutecznością za trzy, wykorzystując 17 ze swoich 36 prób. Na minutę przed końcem Lauri Markkanen trafił trójkę, która dała Bulls prowadzenie 106:105. Tłoki miały cztery szansę na doprowadzenie do remisu lub przechylenia szali na swoją stronę. Żadnej nie wykorzystali. 19 oczek z 15 rzutów Markkanena i 18 punktów, 8 asyst, 8 zbiórek Krisa Dunna.

Zobacz także: Warriors obronili się przed Raptors
fot. David Banks
Michał Kajzerek
@mkajzerek