To był mecz, o którym LeBron James i spółka będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Nic nie szło dziś po myśli 4-krotnego MVP i jego drużyny. Minnesota Timberwolves obnażyli każdą słabość gości i zagrali prawdopodobnie najlepszy mecz w tym sezonie, w pewnym momencie prowadząc z wicemistrzami NBA różnicą ponad 40 punktów.

 

Cleveland Cavaliers – Minnesota Timberwolves 99:127

Jeśli zazwyczaj eksploatowana na potęgę trójka Towns-Wiggins-Butler, mogła tym razem odpocząć w czwartej kwarcie, nie świadczy to dobrze o dzisiejszym występie Cleveland Cavaliers. Podopieczni Tyronna Lue mieli dziś jeden z tych dni, które po prostu muszą przytrafić się raz na jakiś czas i od początku spotkania nie mieli na gospodarzy żadnej koncepcji.

W efekcie w ciągu pierwszych 8 minut udało im się zdobyć zaledwie 4 punkty, podczas gdy Jimmy Butler (21pkt/9as/8zb/3stl) i jego młodsi koledzy zdążyli w tym czasie dobić do dwudziestki. Nie bez powodu wyróżniamy tu zwłaszcza Butlera, który zrobił dziś różnicę, o jakiej marzyli kibice Timberwolves, gdy 28-latek dołączał do swojego dawnego trenera w Minneapolis. Jimmy zagrał niemal perfekcyjnie po obu stronach parkietu. W defensywie był sprytniejszy niż rywale, w ataku nie miał litości nawet dla byłego kolegi z Chicago:

Gdyby to, że na parkiecie robił dziś wszystko nie wystarczało, poza nim postanowił wesprzeć także swój sztab medyczny:

Tu dochodzimy do bardzo niefortunnej sytuacji, po której Isaiah Thomas wyleciał z boiska w trzeciej kwarcie. Już zanim do tego doszło, to spotkanie było dla niego do zapomnienia. Wolves zatrzymali go na skuteczności 3/11 z gry, a jego występ zakończył się przedwcześnie po tym, jak brutalnie potraktował Andrew Wigginsa.

Wigginsowi nic się nie stało i lada moment wrócił do gry, a dominacja Timberwolves zwiększyła się jeszcze bardziej. Chwilę później przewaga gospodarzy wynosiła już 41 punktów i nawet taka drużyna, jak Cavs, nie była w stanie odwrócić losów tego meczu.

Najwięcej powodów do zadowolenia Tom Thibodeau może mieć jednak w związku z powstrzymaniem LeBrona Jamesa. Wolves zatrzymali go na 10 punktach i najgorszym plus-minus w karierze (-39), co dobitnie pokazuje, jak bardzo ograniczyli jego wpływ na ofensywę drużyny. James przegrał dziś w Minneapolis po raz pierwszy od 2005 roku.

Przed Timberwolves kolejny ważny sprawdzian. Po meczach z Celtics, Pelicans i Cavs, już jutro zmierzą się z OKC Thunder. Cavs jadą tymczasem do Toronto. Jeśli przegrają, będą mieli na koncie aż o 5 porażek więcej niż Raptors.

Grzegorz Kordylas
fot. clutchpoints.com
Czytaj także: DeRozan kolejnym kandydatem na MVP?