Gdy kibice są już myślami przy Weekendzie Gwiazd, zawodnicy ani myślą odpuszczać ostatnie spotkania przed przerwą. Swoje serie zwycięstw przedłużyli dziś m.in. Boston Celtics i Los Angeles Clippers.

 

Sixers – Celtics 108:116

Świetna gra Dario Sarica (20pkt) i odrobienie dwucyfrowej straty nie pomogły. Boston Celtics dosłownie wyrwali gościom mecz w końcówce, rzucając 10 punktów z rzędu po tym, jak Nerlens Noel wyrównał stan spotkania na 101:101. Po raz kolejny czwarta kwarta należała do Isaiaha Thomasa (33pkt), który po raz 40. z rzędu rzucił dziś ponad 20 oczek. Kto dokonał tego przed nim? Cóż, Thomas dołączył do sporego, ale wciąż elitarnego grona:

Thomas

via Elias Sports Bureau.

Ale to nie w ataku Boston Celtics wygrali ten mecz. Kluczem do sukcesu była znakomita obrona całej drużyny, która zrekompensowała aż 24 straty popełnione przez podopiecznych Brada Stevensa. Nawet Brett Brown, trener Sixers, powiedział po spotkaniu że to Marcus Smart (21pkt) swoją defensywą wyznaczył tego wieczoru ton dla Boston Celtics, którzy wygrali 11 z 12 ostatnich meczów.

Knicks – Thunder 105:116

W taki oto sposób Russell Westbrook (38pkt/14zb/12as) pozbawia Knicks nadziei na sukces w Chesapeake Arena:

Wcześniej to gospodarze musieli odrabiać 17-punktową stratę, po świetnym starcie Carmelo Anthonego (30pkt), który trafił pierwsze siedem rzutów z gry. Melo został wcześniej wybrany do All-Star Game, zastępując kontuzjowanego Kevina Love. W drugiej połowie Knicks nie mieli już jednak odpowiedzi na rozkręcających się Thunder, a Westbrook swoje 27. triple double w sezonie (3. wynik w historii) skompletował już 5 minut po rozpoczęciu 3. kwarty.

Timberwolves – Nuggets 112:99

Choć żadna z tych drużyn nie ma co marzyć o sukcesie w obecnym sezonie, w powietrzu czuć, do kogo należy przyszłość.

Mason Plumlee (11pkt) udanie rozpoczął swoją karierę w Nuggets, wykańczając alley-oopa od Jameera Nelsona już 4 minuty po pierwszym założeniu koszulki Denver. To jednak nie on, a Andrew Wiggins (40pkt) został bohaterem Pepsi Center, drugą noc z rzędu zdobywając 40 oczek. Wiggins karcił gospodarzy za każdy błąd w defensywie, trafiając niemal z każdego miejsca na parkiecie. I gdy wydawało się, że wymierzył już całą karę, ten dopiero szykował się do najbardziej efektownego uderzenia:

Nikola Jokic (15pkt/10zb) podczas swojej krótkiej kariery zdążył już zobaczyć wiele. Po dzisiejszym wieczorze na dłużej zapamięta także Wigginsa. Nie byłoby świetnego występu Andrew gdyby nie protekcja pod koszem Karl-Anthony Townsa (24pkt/19zb) i solidny występ w obronie całej drużyny.

Hawks – Clippers 84:99

W ostatnim przed weekendową przerwą meczu, Los Angeles Clippers zapewnili sobie 4. zwycięstwo z rzędu. Pewność siebie przyda im się, kiedy zaraz po All-Star Weekend wyjdą na parkiet w Oracle Arena, by zmierzyć się z Golden State Warriors.

Do powrotu Chrisa Paula co raz bliżej, a podopieczni Doca Riversa sprawiają wrażenie, jakby znaleźli wreszcie sposób na grę bez niego. W 3. kwarcie prowadzili już 22 oczkami, by w ostatniej odsłonie dać szansę rezerwowym. Obie drużyny potraktowały ten mecz dość ulgowo – najdłużej na parkiecie pozostawał dziś Paul Millsap – 30 minut.

Pacers – Cavaliers 104:113

Po raz drugi w przeciągu tygodnia, Cavs nie dali szans Indiana Pacers. LeBron James (31pkt) przeżywa prawdopodobnie najlepszy okres w obecnym sezonie, ciesząc się każdym momentem spędzonym na parkiecie. Dziś na 6 minut przed końcem 2 kwarty James skręcił kostkę i wydawało się, że na parkiet może już jednak nie wrócić. Szybko pozbawił nas złudzeń, prowadząc grę Cavs od początku drugiej połowy. Pacers byli dziś bardziej wymagającym przeciwnikiem niż tydzień wcześniej, jednak znów brakowało im dobrego występu Paula George’a (13pkt). Gospodarze pozbawili ich nadziei na zwycięstwo, rozpoczynając 4. kwartę od trójek Irvinga (26pkt) Kyle Korvera:

Na pozostałych parkietach:

  • 35 punktów Klaya Thompsona pomogło Golden State Warriors zrewanżować się za niedawną porażkę z Sacramento Kings. Po raz kolejny Warriors zapewnili sobie zwycięstwo w 3. kwarcie, wygrywając ją aż 42:15.
  • Śmiało można powiedzieć, że to rezerwowi wygrali mecz dla Toronto Raptors. Raptors przegrywali po 3 kwartach 17 punktami z Charlotte Hornets. Udało im się odrobić stratę, gdy Dwyane Casey na ostatnie 12 minut zastąpił 3 starterów zmiennikami.
  • 14 porażek z rzędu – oto seria, z jaką Brooklyn Nets zaczynają przerwę na Weekend Gwiazd. Dziś 33 punkty rzucił im Giannis Antetokounmpo, a najlepszy występ od powrotu na parkiet zaliczył Kris Middleton (20pkt).
  • Vince Carter wyprzedził Allena Iversona na liście najlepiej punktujących zawodników w historii (23. miejsce). Grizzlies przegrali jednak z Pelicans 91:95. 23 punkty dla gości rzucił Salomon Hill.
  • Reggie Jackson otrząsnął się po słabych ostatnio występach i rzucił dziś Mavs 22 punkty, prowadząc Pistons do zwycięstwa.
  • Triple-double Jamesa Hardena (38pkt/12as/12zb) nie wystarczyło do pokonania Miami Heat. Hassan Whiteside (23pkt/14zb/5blk) jeszcze raz przypomniał o sobie przed Weekendem Gwiazd, dominując pomalowane po obu stronach parkietu.
  • Swoje mecze ogromną różnicą punktów wygrali Suns, Jazz i San Antonio Spurs.
Czytaj także: Embiid wypada z All-Star Weekend!
fot. Charles Krupa
Grzegorz Kordylas