O meczu Warriors-Thunder napisano już wystarczająco dużo, jednak wszystkich tych, którzy oglądali go bardziej wnikliwie, zaciekawiła sytuacja z końcowych minut spotkania. Russellowi Westbrookowi do szóstego w tym sezonie triple-double brakowało asysty, o czym zarówno on, jak i jego rywale, najwyraźniej dobrze wiedzieli.

 

Gdy mecz był już rozstrzygnięty, a Curry  i Durant oglądali go z ławki, mimo wysokiej porażki dopisywały im humory. Zwłaszcza, gdy Russ zezłościł się na Stevena Adamsa, gdy ten, po podaniu od swojego rozgrywającego, zamiast rzucać, podał na obwód, pozbawiając Westbrooka szansy na asystę.

 Oczywiście historia NBA zna przypadki, w których zawodnicy robili wiele więcej, byleby tylko zaliczyć triple-double:

Russ na dłuższą metę raczej się tym nie przejął, w końcu i tak wszyscy wiedzą, komu należy się ksywka Mr. Triple-Double.

Na kolejne takie osiągnięcie Westbrook będzie miał szansę w nocy z piątku na sobotę – o 2:00 Thunder grają u siebie z Pistons.

Czytaj także: Be like Mike!