Lance Stephenson w stroju Pacers to prawdopodobnie jeden z najszczęśliwszych ludzi w NBA. Robi swoje, jest sobą, a kibice go za to uwielbiają. Zwłaszcza wtedy, gdy doprowadza przeciwników do szaleństwa.

 

Dziś Lance miał swoje 5 minut w czwartej kwarcie meczu z Heat, podczas której Pacers za wszelką cenę starali się odrobić straty i wygrać po raz trzeci z rzędu. Po stracie Tylera Johnsona, Lance z ogromną prędkością popędził w kierunku kosza Miami Heat, po czym dokonał niemożliwego – podał piłkę i wymusił faul, a cała akcja skończyła się zaliczonymi punktami i rzutem osobistym Stephensona.

Kiedy przyjrzymy się całemu zdarzeniu z bliska, zauważymy, że oprócz talentu koszykarskiego, było w tej akcji coś jeszcze:

Czemu by nie udawać martwego, skoro może to pomóc twojej drużynie? Stephenson wyszedł z tego samego założenia i gdy już przekonał sędziów, że prawie umiera, wstał i poderwał z miejsc publiczność w Bankers Life Fieldhouse.

Niestety dla Pacers, nawet aktorskie umiejętności Stephensona nie pomogły w pokonaniu Heat, których w końcówce po raz kolejny uratował Wayne Ellington. Dla Miami było to szóste zwycięstwo z rzędu, a dzięki równoległej porażce Wizards, podopieczni Erika Spoelstry wskoczyli na 4. miejsce w Konferencji Wschodniej. Kto by pomyślał?

Grzegorz Kordylas
fot. ESPN
Czytaj także: Lou Williams z 50-tką przeciwko Warriors!