Młodzi gracze Spurs mają się od kogo uczyć. W swoim 16. sezonie w San Antonio, Manu Ginobili ani myśli odpuszczać sobie grę na najwyższym poziomie. Po raz drugi w tych rozgrywkach Argentyńczyk zapewnił swojej drużynie zwycięstwo w ostatnich sekundach meczu.

 

Dopiero co pogrążył Boston Celtics w AT&T Center, a dziś powtórzył to samo przeciwko Dallas Mavericks. Manu Ginobili w wieku 40 lat nadal jest jedną z najjaśniej świecących postaci w tej lidze.

Jeszcze na nieco ponad 4 minuty przed końcem meczu Mavs prowadzili 96:85. Spurs, którzy grali bez Leonarda, Parkera i Danny Greena, mieli problemy ze zdobywaniem punktów, ale w odpowiednim momencie zadziałało to, co zazwyczaj dodaje kolejne W w statystykach – defensywa. Do końca spotkania goście nie zdobyli już ani jednego punktu. Gdy na 23 sekundy przed końcem wyprowadzali piłkę z boku wydawało się, że prędzej to któryś z podopiecznych Ricka Carlisle popisze się game-winnerem, którzy w derbach Texasu znaczy przecież dużo więcej, niż w jakimkolwiek innym meczu, zwłaszcza na terenie rywala.

Manu Ginobili miał inny plan:

Spurs najpierw świetnie spisali się przy kryciu, Ginobili nie pozwolił Matthews’owi na sprytne nabicie piłki i wywalczył ją dla swojej drużyny. Chwilę później sam załatwił sprawę, zdobywając punkty spod kosza. Run 13-0 na zakończenie spotkania i 20. zwycięstwo w sezonie.

Grzegorz Kordylas
Czytaj także: Nowy Jork przywitał Carmelo jak należy