Do końca off-season jeszcze trochę czasu. Zawodnicy pomału wstają z leżaków i zamieniają rajskie wyspy na sale gimnastyczne. My zastanawiamy się, jak wyglądać będzie nowy sezon. I która z drużyn zaskoczy nas najbardziej?

 

Sporo wymian w czasie letniego okienka transferowego sprawiło, że kilka drużyn ma szanse wydostać się z dołka i wreszcie zagościć w Play Offs. Wybrałem pięć z nich, które mają szansę zrobić największy progres w porównaniu z sezonem 2016/2017.

Philadelphia 76ers

Bilans w sezonie 2016/2017: 28-54

Fultz-Redick-Simmons-Saric-Embiid. Zdrowa pierwsza piątka 76ers wygląda imponująco i sprawia, że każdy z nas dużo chętniej będzie zaglądał, co dzieje się w Wells Fargo Center. Zdrowie jest tu pojęciem kluczowym. Joel Embiid i Ben Simmons nie zagrali jeszcze obok siebie ani razu. Wystawienie obok nich debiutanta – Markelle Fultza sprawia, że postawa Sixers w nowym sezonie będzie jedną wielką niewiadomą. Na papierze są jedną z najbardziej utalentowanych drużyn w lidze, a na początku roku pokazali, że potrafią grać równie efektownie, co efektywnie. Zarówno pierwsza piątka, jak i ławka rezerwowych, złożone są z młodych graczy i doświadczonych weteranów. Dołączenie do składu JJ Redicka i Amira Johnsona może okazać się nawet bardziej przydatne w szatni, niż na parkiecie. Obecność Redicka powinna poprawić także skuteczność z dystansu. W poprzednim sezonie 76ers byli pod tym względem 24. drużyną w lidze.

W Filadelfii wiedzą, że mają do czynienia z unikalną grupą graczy i będą na nich chuchać i dmuchać, by po raz kolejny nie przeżyć zawodu. Czas na ,,The Progress”?

Jak daleko zajdą: Sukcesem będzie można nazwać awans do Play Offs i utrzymanie drużyny w dobrej formie przez cały sezon. Jeśli będą zdrowi na wiosnę, w fazie posezonowej mogą napsuć trochę krwi faworytom.

Minesotta Timberwolves

Bilans w sezonie 2016/2017: 31-51

Tom Thibodeau znalazł swoje miejsce w świecie NBA. Zarząd Timberwolves robi wszystko, by byłemu trenerowi Chicago Bulls nie brakowało żadnego elementu do stworzenia drużyny na miarę Play Offs. Tylko tego lata do klubu dołączyli Jimmy Butler, Jeff Teague i Jamal Crawford. Dwóch All-Starów i niezniszczalny kandydat do miana najlepszego 6th Mana w lidze, a przecież w Minneapolis już obecnych jest dwóch graczy mianowanych jednymi z największych talentów ostatnich lat. Karl-Anthony Towns to materiał na supergwiazdę i z odpowiednim towarzystwem może wznieść się na wyżyny swoich umiejętności.

Dodanie Butlera sprawiło, że Wolves są jedyną, oprócz Golden State Warriors, drużyną, która ma w swoich szeregach aż trzech zawodników, którzy zakończyli poprzedni sezon ze średnimi na poziomie 20 punktów na mecz. Ofensywna siła rażenia Wilków, w połączeniu z defensywną mentalnością ich trenera, powinna szturmem wbić się do Play Offs. Pytanie, czy Tomowi Thibodeau z pomocą byłych podopiecznych z Chicago, uda się wreszcie wpoić Wigginsowi i Townsowi podstawy defensywy.

Jak daleko zajdą: Awans do Play Offs to dla Wolves minimum. Może to jeszcze nie czas, by zagrozić Spurs, czy Rockets, ale wypadnięcie poza ósemkę byłoby ogromnym rozczarowaniem.

Sacramento Kings

Bilans w sezonie 2016/2017: 32-50

Nie jest łatwo być kibicem Kings. Najpierw z DeMarcusem Cousinsem w składzie, zespół ze stolicy Kalifornii rok w rok miał piąć się wyżej i walczyć o awans do Play Offs. Zamiast tego, z każdym kolejnym sezonem kibice w Golden 1 Center przeżywali zawód. Wreszcie Cousinsa się pozbyto, a to, co zostało z drużyny, nie starczyło na wiele w końcówce rozgrywek 16/17. Rewolucja nadeszła na początku lata. Przez trzy miesiące wraz z pomocą zarządu Kings, znakomitą robotę wykonał Scott Perry. Poradził sobie tak dobrze, że chwilę później Knicks zatrudnili go jako swojego Generalnego Managera, choć wcześniej nie miał doświadczenia na tym stanowisku.

Do grupy młodych graczy, którym już zdarzają się przebłyski geniuszu, Perry dobrał weteranów, którzy nie tylko wniosą spokój w grę drużyny, ale przede wszystkim będą autorytetami w szatni. Wybrani w Drafcie De’Aaron Fox, Harry Giles i Justin Jackson, a także gracze, którzy już pokazali się na parkietach w NBA, jak Buddy Hields, Willie Caulley-Stein, czy Skal Labissiere, będą za to źródłem energii i motorem napędowym drużyny Dave’a Joergera. To on, jako asystent trenera i spec od defensywy w Memphis Grizzlies, sprawił, że z 24. drużyny w lidze pod względem skuteczności w obronie, w ciągu 3 lat stali się drugą siłą defensywną ligi. W nagrodę mianowany został głównym trenerem Grizzlies, a od 2016 roku pełni tą samą funkcję w Sacramento. W poprzednim sezonie Kings tracili 106.7 punktu na mecz. W tym roku powinno być lepiej.

Przed Kings i Wolves podobna droga i choć to w Minneapolis jest dużo więcej gwiazd, Kings mogą zaskoczyć nas równie mocno.

Jak daleko zajdą: Sukcesem będzie sam awans do Play Offs. Z tym składem na obecnym etapie Kings będą musieli się bardzo postarać, by załapać się do ósemki mocnego zachodu.

Los Angeles Lakers

under

Bilans w sezonie 2016/2017: 26-56

Ok, ja też dałem się nieco porwać hype’owi, jaki krąży wokół Lonzo Balla. Chłopak ma tylko 19 lat i własną kolekcję butów – co może zmienić w lidze dorosłych facetów? Lakers ewidentnie szykują się na lato 2018. Będą chcieli dokonać czegoś wielkiego – ściągnąć do LA LeBrona Jamesa, a może Russella Westbrooka. Zanim kolejne lato nadejdzie, staną jednak przed szansą, by dokonać może nie wielkich, ale na pewno większych rzeczy, niż w poprzednim sezonie. Pomóc ma w tym właśnie nowa twarz ich organizacji – Lonzo.

Patrząc na skład Lakers również dominuje tu młodość. Tylko Luol Deng i Corey Brewer przekroczyli trzydziestkę. Z walką o miejsce w składzie w LA nie powinno być więc problemu. Na każdą pozycję mają tam przynajmniej dwóch równorzędnych graczy. Co więc może stanąć na przeszkodzie, by Lakers stali się jeszcze lepsi? Przede wszystkim – ich defensywa. W minionym sezonie Lakers tracili średnio ponad 111 punktów na mecz. Tylko Suns i Nets byli od nich gorsi pod tym względem. Dodanie do składu graczy pokroju Balla, Kuzmy, czy Caldwell-Pope’a to świetne wzmocnienie szyków ofensywnych. Może okazać się jednak, że po raz kolejny w drużynie zabraknie stoperów, którzy pozwolą na seryjne zdobywanie punktów, zamiast bezustannego gonienia wyniku. Przed sztabem szkoleniowym Lakers dużo pracy, ale podstawy do rozwoju, przynajmniej na papierze, są bardziej niż odpowiednie. Mają szansę zacząć z wysokiego C – sezon rozpoczną od meczu z sąsiadami z Los Angeles.

Jak daleko zajdą: Nadchodzący sezon może być dla Lakers jednym wielkim rollercoasterem. Awans do Play Offs wydaje się wygórowanymi oczekiwaniami, ale Lakers mogą stworzyć fundamenty pod całkiem niezły team.

New Orleans Pelicans

Bilans w sezonie 2016/2017: 34-48

Nie DeMarcus Cousins, nie Anthony Davis, ale Jrue Holiday będzie najlepiej zarabiającym graczem Pelicans w nowym sezonie. Jeśli nowy kontrakt sprawi, że Jrue wróci do dyspozycji z najlepszych lat, Nowy Orleans znów powinien zagościć w Play Offs.

Cousins i Davis mieli zbyt mało czasu, by odwrócić losy Pelicans w poprzednim sezonie. Mało tego – odkąd Boogie dołączył do drużyny, miała ona sporo problemów i przegrywała więcej meczy, niż powinna. Teraz krótki czas współpracy nie będzie już wytłumaczeniem. Obaj panowie mają ostatnią szansę, by pokazać, czy razem są w stanie osiągnąć sukces. Jeśli nie, Cousinsowi za rok kończy się kontrakt i mało prawdopodobne, że Pelicans będą chcieli przepłacać za trio, które przez półtora roku nie osiągnęło wymaganych rezultatów.

Podczas off-season zarząd klubu dorzucił do składu m.in. Rajona Rondo i Iana Clarka. Oboje mogą mieć na swoją nową drużynę bardzo duży wpływ. Rondo, z którego w Chicago zrobiono kozła ofiarnego, odpłacił się dwoma znakomitymi występami w Play Offs, zanim kontuzja wykluczyła go z dalszej rywalizacji. W Nowym Orleanie po raz kolejny będzie miał okazję współpracować z Cousinsem. Gdy ostatni raz grali razem, Rajon był najlepiej asystującym zawodnikiem w lidze. Clark wreszcie będzie miał szansę wyjść z cienia. Przez ostatnie 2 sezony miał okazję grać w jednej z najbardziej dominujących drużyn wszech czasów. Teraz czas na wykorzystanie tej nauki i rozwój wraz z (prawdopodobnym) wzrostem czasu spędzanego na parkiecie.

Jak daleko zajdą: Podobnie jak w przypadku Timberwolves, nie załapanie się do pierwszej ósemki będzie traktowane jako porażka. W Play Offs nie spodziewałbym się jednak większych sukcesów.

Tak się złożyło, że 4 z 5 drużyn w zestawieniu gra w Konferencji Zachodniej. Czyżby na Wschodzie zapomnieli na czym polega off-season? Spośród drużyn znajdujących się bliżej wschodniego wybrzeża, na progres liczą przede wszystkim w Milwaukee, które ma szansę na dobre zagościć w czołówce konferencji. Sytuacja powinna poprawić się także w Charlotte i Miami. Zachód powinien za to przekonać się o potencjale Denver Nuggets. Podopieczni Michael’a Malone w minionym sezonie rzutem na taśmę odpadli z Play Offs. Przez cały sezon prezentowali jednak stabilną formę, a latem dołączył do nich Paul Millsap. W Kolorado nie zamierzają po raz kolejny dopuścić do takiej sytuacji.

Która drużyna według Was poczyni największy postęp w stosunku do minionych rozgrywek?

Grzegorz Kordylas
@NBAwithGK
fot. Chris Szagola
Czytaj także: 5 najbardziej niedopłaconych graczy w nowym sezonie!