Bez Stephena Curry’ego, Golden State Warriors nie mieli większych problemów z wyeliminowaniem San Antonio Spurs, którzy także musieli radzić sobie bez swojej największej gwiazdy. Rozpędzeni Pelicans to jednak inna para kaloszy i choć Dubs to nadal kandydat numer 1 do tytułu – Steve Kerr z pewnością wolałby przez kolejne tygodnie móc skorzystać z usług swojego rozgrywającego.

 

Już dziś o 4:30 rozpoczniemy pierwszą serię półfinałową w tegorocznych play-offach. Warriors w 5 ostatnich seriach fazy pucharowej przegrali 2 mecze. Jeden z nich – kilka dni temu w San Antonio. Pelicans przejechali się po Portland Trail-Blazers, sprawiają jedną z największych niespodzianek pierwszej rundy, choć od początku serii widać było, że grają zdecydowanie lepszą koszykówkę.

Co należy wiedzieć przed rozpoczynającą się dziś batalią?

1. Stephen Curry trenował w piątek

Rehabilitacja Stephena Curry’ego poszła dobrze i 2-krotny MVP sezonu regularnego lada dzień zagości z powrotem na parkiecie. W piątek Steph wziął udział w pełnym treningu – decyzja co do jego występu zapadnie na kilka godzin przed Game 1.  Sam mówi:

Na pewno wrócę. Wykonałem sporo roboty przez ostatnie dwa tygodnie, zwłaszcza jeśli chodzi o pracę stóp, ruchy, które robię podczas meczu. Z ,moim kolanem jest całkiem nieźle, nie czuję bólu.

2. Pelicans wygrali 2 z 28 ostatnich meczów przeciwko Warriors

Nie ulega wątpliwości, która z tych drużyn używa motta Strength in numbers. Liczby nie są po stronie Pels. W 2015 roku, kiedy Anthony Davis wprowadził zespół z Luizjany do play-offs po raz pierwszy od czasów Chrisa Paula, Warriors szybko rozprawili się z jego drużyną, wygrywając w pierwszej rundzie 4-0. Jedno z dwóch zwycięstw podopiecznych Alvina Gentry’ego udało się wyrwać w obecnym sezonie – Pelicans wygrali w Oracle Arena 8. kwietnia, niedługo po kontuzji Curry’ego. Nie sposób nie wrócić tu do poprzedniego punktu i podkreślić znaczenia jego obecności. We wspomniany meczu sezonu regularnego, cała pierwsza piątka Pels dała się rywalom we znaki – Anthony Davis rzucił 34 punkty, Rajon Rondo rozdał 17 asyst, a Mirotić dorzucił 6 trójek.

3. Ian Clark i Alvin Gentry znają Dubs na wylot

Wśród rywali Warriors jest kilku dobrych starych znajomych. Ian Clark spędził w Golden State dwa poprzednie sezony i świętował z Kevinem Durantem i spółką ubiegłoroczne mistrzostwo. Rolę rezerwowego w Oakland zamienił na tę samą rolę w Nowym Orleanie, z tym, że u Alvina Gentry’ego może liczyć na większą ilość minut. Możemy spodziewać się, że w serii z Warriors trener zaufa mu jeszcze bardziej. Sam Gentry także przyczynił się do sukcesów Dubs w ostatnich latach. To on pomógł Steve’owi Kerrowi pokonać Pelicans w 2015 roku, by w efekcie jako asystent trenera sięgnąć po swoje pierwsze mistrzostwo w trenerskiej karierze. Teraz staje naprzeciw swoim byłym współpracownikom.

4. Pelicans są w trakcie najlepszego okresu w tym sezonie

Gra New Orleans Pelicans dawno nie była tak dobra. Przed play-offami Anthony Davis przyznał, że gdyby nie kontuzja DMC, Pels byliby kandydatami do tytułu. Większość z nas pukała się wtedy w głowę, jednak patrząc na to, co podopieczni Gentry’ego wyprawiali w serii z Blazers, nie trudno było zmienić zdanie.

Davis zdominował cały szereg zawodników z Portland, wyznaczonych do zatrzymania go, Rajon Rondo udowodnił, że wiosną staje się jednym z najbardziej wartościowych graczy w lidze, a Jrue Holiday i Nikola Mirotic walnie przyczynili się do każdego ze zwycięstw. Jrue w swojej dotychczasowej karierze podczas fazy pucharowej rzucał średnio 12,8 punktu, co w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy generowało mnóstwo żartów na temat jego zarobków (jest 14. najlepiej zarabiającym zawodnikiem w lidze). W serii z Blazers jego średnia wyniosła 28 punktów na mecz i teraz to on może śmiać się z niedowiarków. Przed serią z Warriors wielu graczy z Nowego Orleanu ma w sobie odpowiednią dozę pewności siebie.

5. Warriors to nadal faworyt tej serii

Jakkolwiek dobrze nie mówilibyśmy o dowolnej drużynie w lidze, kiedy przychodzi do pojedynku z Warriors, szanse na sukces w każdym przypadku diametralnie spadają. Pelicans są dobrzy, ale na tle mistrzów NBA to nadal drużyna, która ma jeszcze sporo do udowodnienia. Podopieczni Steve’a Kerra bez problemu rozprawili się z San Antonio Spurs. Żeby wymienić tylko kilka statystycznych przykładów na to, jak świetnie poradzili sobie bez Stepha:

  • Kevin Durant był jednym z pięciu graczy, którzy w pierwszej rundzie notowali średnio ponad 25/5/5.
  • Draymond Green jednym z czterech, którzy notowali 8 zbiórek i 8 asyst na mecz
  • Klay Thompson trafiał 52% swoich prób z dystansu
  • 68% trafionych rzutów całej drużyny było poprzedzonych asystą

Jedyną rzeczą, jakiej Warriors nie robili dobrze (ty wychodzi brak Curry’ego), było punktowanie w pomalowanym. Dubs trafiali stamtąd 33% swoich rzutów – mniej niż jakakolwiek inna drużyna, która zagrała w pierwszej rundzie! Nie starali się jednak szczególnie tej statystyki poprawić – pod kosz wchodzili średnio 24 razy w meczu – także najmniej spośród 16 zespołów. Z tak rzucającymi z dalszych odległości Thompsonem i Durantem, trudno się dziwić.

Pelicans są mocni, ale rozum podpowiada nam, że na mistrzów to za mało. Ocenę faktycznych szans obu drużyn pozostawiamy Wam:

Grzegorz Kordylas
fot. SLAM Magazine
Czytaj także: Thunder odpadają! Koniec wielkiej trójki?