Odkąd Finały 2018 dobiegły końca, mamy wreszcie chwilę czasu by usiąść i na spokojnie przeanalizować to, co działo się przez ostatnie tygodnie. NBA narzuciła nam zawrotne tempo, a zawodnicy ani trochę się go nie przestraszyli. W efekcie byliśmy świadkami kilku niezwykłych występów, do których chętnie będziemy wracać przez całe lato.

 

Jako, że wybranie jednego najlepszego występu tych play-offs graniczyłoby z cudem (nawet z pięcioma był problem), postanowiliśmy wziąć na tapetę 6 spotkań, które nie miały prawa się wydarzyć. Taką szóstkę moglibyśmy spokojnie przygotować dla samego LeBrona Jamesa, ale to zostawmy może na osobny tekst.

Porównywanie kolejnych wyczynów LeBrona między sobą wygląda mniej więcej tak:

Dlatego wybraliśmy dwa z nich, a resztę listy uzupełniliśmy innymi, równie zawracającymi w głowie cyframi. Here we go (kolejność przypadkowa):

LeBron James – Game 7 vs Pacers

45 punktów, 16/25 z gry, 8 zbiórek, 7 asyst, 4 przechwyty

LeBron James nie był gotowy na to, by po raz pierwszy w swojej karierze jechać do domu po pierwszej rundzie. Mecz numer 7 rozpoczął z wysokiego C i szybko zdobył pierwsze punkty dla Cavs, po czym przez 43 minuty ani na chwilę nie zwolnił tempa. Trzeci występ tej serii z ponad 40 punktami na koncie zwieńczył dwójkową akcją z Kylem Korverem, która na 30 sekund przed końcem dała Cavaliers 6-punktowe prowadzenie. Po meczu był tak zmęczony, że nie miał siły udzielać wywiadów. Ten widok zaniepokoił nieco kibiców z Cleveland, którzy bali się, że Królowi może nie starczyć sił na Toronto Raptors. Kolejne dni pokazały, jak bardzo się mylili.

LeBron James – Game 1 vs Warriors

51 punktów, 19/32 z gry, 8 zbiórek, 8 asyst

Pierwszy w historii występ w Finałach z ponad 50 punktami na koncie, zakończony porażką. Ten historyczny wyczyn z pewnością nie ucieszył Jamesa, a na dodatek po spotkaniu mówiono głównie o fatalnym w skutkach błędzie JR Smitha. Skazani na pożarcie Cavs do ostatnich sekund walczyli z Warriors w Oracle Arena, a James już w pierwszej akcji zapunktował nad Draymondem Greenem. Przez cały wieczór był zmorą dla obrońców Warriors, którzy pod nieobecność Andre Iguodali nie mieli pomysłu jak go zatrzymać, choć część z nich już po raz czwarty mierzyła się z nim w Finałach. Dla Jamesa był to ósmy mecz z ponad 40 oczkami na koncie w jednej fazie pucharowej. Wyrównał tym samym rekord Jerry’ego Westa z 1965 roku.

Kevin Durant – Game 3 vs Cavaliers

43 punkty, 15/23 z gry, 13 zbiórek, 7 asyst

Nikt w NBA nie przybliżył swojej drużyny do mistrzostwa bardziej, niż Kevin Durant w obu meczach numer 3 ostatnich dwóch edycji NBA Finals. Rok temu przełamał prowadzenie Cavs, trafiając trójkę nad LeBronem Jamesem. Tym razem nie tylko trafił w podobnym momencie, z jeszcze dalszej odległości, ale także prawdopodobnie właśnie tego wieczoru zapewnił sobie tytuł MVP Finałów. Pod dwóch meczach na pierwszy plan wysuwał się Stephen Curry, który w Game 3 nie mógł wbić się rytm i spudłował 9 z 10 rzutów za trzy. Nie szło także Klayowi Thompsonowi i to KD musiał wziąć na swoje barki odpowiedzialność za zdobywanie punktów. Wyszło lepiej, niż ktokolwiek się spodziewał – Durant pobił swój własny rekord play-offów i zaliczył jeden z najlepszych występów w swojej karierze.

Chris Paul – Game 5 vs Jazz

41 punktów, 8/10 za trzy, 7 zbiórek, 10 asyst, 0 strat

Chris Paul jeszcze nigdy nie grał w Finałach Konferencji i bardziej niż ktokolwiek inny z ekipy Rockets przyczynił się do awansu. Jazz wrócili do Toyota Center z zamiarem urwania jeszcze jednego meczu po tym, jak wygrali tutaj Game 2. Mieli jednak pecha. Choć James Harden trafił tylko 7 rzutów z gry, Rockets mieli równie zabójczą broń po swojej stronie. Chris Paul dominował na parkiecie, trafiając z dystansu, półdystansu, kreując akcje swoim kolegom i grając iście mistrzowsko w obronie. Efekt? Nowy rekord kariery w play-offs i pierwsze Finały Konferencji na horyzoncie. Szkoda tylko, że jego historia znów skończyła się tak pechowo.

Anthony Davis – Game 4 vs Trail Blazers

47 punktów, 15/23 z gry, 10 zbiórek, 3 bloki

Mało kto tak udanie rozpoczął karierę w play-offs, jak Anthony Davis. Choć w ciągu 5 lat gry w fazie pucharowej zagrał tylko 13 razy, jego średnia w tych meczach wynosi 30,5 punktu. Nie ważne z jakimi rywalami przychodzi mu się mierzyć (dwukrotnie przegrał serię z Golden State Warriors – dwa razy wygrywali później mistrzostwo NBA), Davis staje na wysokości zadania i dostarcza Pelicans to, czego najbardziej potrzebują. Po zaskakujących dwóch zwycięstwach w Moda Center, Pelicans wrócili do Nowego Orleanu dokończyć robotę. W meczu numer trzy na pierwszy plan wysunął się Nikola Mirotic. Game 4 to już jednak teatr jednego aktora. AD 12 ze swoich 47 punktów rzucił w ciągu pięciu ostatnich minut gry. Po meczu Alvin Gentry przyznał, że był to najlepszy występ Davisa, jaki widział. 26-latek pobił swój rekord kariery w play-offs, a Pelicans zmietli rozstawionych z trójką Trail Blazers.

Stephen Curry – Game 2 vs Cavaliers

33 punkty, 9/17 za trzy, 7 zbiórek, 8 asyst

Choć jego linijka nie robi takiego wrażenia, jak pięć powyższych, a wśród reszty wiosennych występów na pewno znalazłby się równie spektakularny w wykonaniu Jamesa Hardena, czy DeMara DeRozana, niecodziennie bije się rekord Finałów NBA.

Pamiętacie 8 trójek Raya Allena przeciwko Los Angeles Lakers? Wydawało się, że długo jeszcze nie uświadczymy strzelca, który na takim szczeblu będzie potrafił trafiać z zimną krwią. Później nadszedł czas Danny’ego Greena, ale nawet on nie był w stanie w ciągu 48 minut tyle razy przedziurawić siatkę rzutem z dystansu. Po meczu numer 1, w którym Cavs napędzili mistrzom NBA stracha, Warriors potrzebowali pewnego punktu w ofensywie. Stephen Curry nie musiał wiedzieć nic więcej – po prostu od początku spotkania wszedł w swój rytm i zaczął trafiać jeden rzut za drugim. W całym meczu trafił 11 rzutów z gry, z czego tylko 2 spod kosza.

Co ciekawe – po swoim rekordowym występie w 2010 roku, w Game 3 Ray Allen spudłował wszystkie 13 rzutów z gry. Curry rekord Allena także pobił w Game 2. I także w kolejnym spotkaniu miał problem z trafianiem do kosza. Po przenosinach do Cleveland, Curry spudłował 9 z 10 rzutów za trzy, a mecz zakończył na skuteczności 3/16.

Który występ według Was był najlepszy? A może któregoś brakuje Wam na liście? Dajcie znać w komentarzu.

Grzegorz Kordylas
fot. ibtimes.com
Czytaj także: Draymond Green z kolejną bezbłędną koszulką