Houston Rockets regularnie wygrywają i po słabym początku sezonu nie zostało już śladu drużyny, która sprawiała wrażenie, jakby kompletnie do siebie nie pasowała. To efekt bardzo wydajnej pracy Mike’a D’Antoniego i także heroizmów Jamesa Hardena.

 

San Antonio Spurs podjęli walkę, ale nie byli w stanie wytrzymać intensywności narzuconej w końcówce przez lidera Houston Rockets. James Harden w samej pierwszej kwarcie rzucił 27 punktów. Dołożył serię w samej końcówce, gdy Spurs podnieśli się po wyjściu z szatni i odrobili 15-punktową stratę. Na 5 minut przed końcem podopieczni Gregga Popovicha prowadzili 100:94 i byli na dobrej drodze, by opuścić Houston z wygraną. Harden miał jednak zupełnie inne plany. Trafił trzy trójki z rzędu i dołożył dwa trudne rzuty z wyskoku organizując run 13:4, który w konsekwencji przywrócił gospodarzy na prowadzenie.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Lider Rox był absolutnie zjawiskowy. Rockets ostatecznie wygrali 111:105, a Harden wyrównał rekord swojej kariery notując 61 punktów (19/34 FG, 9/13 3PT, 14/17 FT), 7 zbiórek, 3 przechwyty i asystę. Po raz ósmy w tym sezonie przekroczył granicę 50 oczek, reszcie ligi udało się to zaledwie 10 razy. Niewykluczone, że ekipy spotkają się już w play-offach, bowiem przed końcem sezonu regularnego w tabeli zachodu możemy jeszcze oglądać wiele przetasowań. Wtedy Popovich będzie musiał znaleźć skuteczniejsze rozwiązania na zatrzymanie Jamesa Hardena, który powoli wrzuca drugi bieg.

Zobacz także: Wielki powrót
fot. Troy Taormina-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek