Chyba nikt nie spodziewał się, że 76ers po pierwszym meczu skulą ogon. Podopieczni Bretta Browna wyszli na Game 2 w Scotiabank Arena z jednym celem – za wszelką cenę wydrzeć Raptors zwycięstwo na ich parkiecie.

 

Philadelphia 76ers – Toronto Raptors 94:89

Rozpoczęli genialnie. W Game 1 w pierwszej kwarcie Raptors rzucili im 39 punktów. Tym razem – zaledwie 17. W drugiej kwarcie przewaga Sixers wynosiła już ponad 20 oczek, do końca meczu pozostała jednak jeszcze długa droga, a to, co działo się w kolejnych minutach, śmiało nazwać można koszykarską wojną.

Nie był to ładny mecz, jeśli zmierzymy go według dzisiejszych standardów. Oba zespoły trafiły w sumie ledwie 37% swoich rzutów. Ale co tam, patrząc na to, jak trzeba było się natrudzić, żeby zdobyć choć jeden punkt – była to koszykówka play offs w najlepszym wydaniu.

Nie było tu łatwych punktów. Mimo ponad 20-punktowego prowadzenia Sixers, wszystko miało wyjaśnić się w ostatnich minutach. Raptors, głównie dzięki wspaniałej grze Leonarda (35pkt) i walce Pascala Siakama (21pkt/4stl) wrócili do żywych i na 46 sekund przed końcem zbliżyli się na jeden punkt. Chwilę później najważniejsze trafienie tego wieczoru zaliczył Joel Embiid, a gospodarze, choć na zegarze pozostało jeszcze ponad 20 sekund, byli w stanie oddać tylko jeden rzut, po długiej akcji, w której piłka wędrowała z rąk do rąk, aż w końcu wylądowała w dłoniach Danny’ego Greena. Ten trafił wcześniej tylko jeden z siedmiu oddanych rzutów – pomylił się także przy ósmym.

Nie był to jednak mecz Embiida (2/7 z gry), Simmonsa (3/6), ani Tobiasa Harrisa (3/11). W chwilach, w których reszta drużyny ma problemy ze skutecznością, na wysokości zadania stanął Jimmy Butler.

Dla niego także nie był to łatwy mecz. Spudłował 13 z 22 oddanych rzutów, jednak kiedy Sixers go potrzebowali – nie zawodził. Po raz kolejny w tych play offach Butler udowadnia, że mentalnie jest w zespole Bretta Browna najtwardszy i końcowy sukces Filadelfii w tym sezonie zależeć będzie głównie od niego.

30 punktów Jimmy’ego pomogło Sixers wygrać w Toronto po raz pierwszy od 7 lat. Była to też pierwsza porażka Kawhi’ego Leonarda w historii pojedynków z ekipą z Philly.

Game 3 w nocy z czwartku na piątek.

fot. SLAM
Czytaj także: Joker w talii!