W takiej sytuacji LeBron James nie był od 2004 roku. To wtedy po raz ostatni na tym etapie sezonu jego drużyna legitymowała się bilansem poniżej 0.500. Tym razem opuszczenie PO byłoby dla Jamesa i jego drużyny dużo bardziej dotkliwe niż w debiutanckim roku.

 

Jak przedstawiają się szanse na awans? Według ESPN wynoszą one nieco mniej niż 25%. Wyżej stawiani są choćby Pelicans – na ten moment ani jedna, ani druga drużyna nie ma miejsca w pierwszej ósemce. Według teamrankings.com szanse Lakers na awans to niecałe…10%. Przed Lukiem Waltonem i jego podopiecznymi spore wyzwanie.

Los Angeles Clippers stracili Tobiasa Harrisa, a razem z nim ogromną część swojej siły ofensywnej. W drużynie nadal jest jednak trzech graczy ze średnimi powyżej 15 punktów na mecz, a cały zespół to świetny defensywny kolektyw prowadzony przez Doca Riversa. Sacramento Kings śmiało można nazwać rewelacją tych rozgrywek – nawet, jeśli podopieczni Davida Joergera nie zakończą sezonu w pierwszej ósemce, kibice w Sacramento dawno nie mogli czuć się tak dumni ze swojej drużyny. A wygląda na to, że najlepsze dopiero przed nimi.

Liczenie na potyczki drużyn znajdujących się powyżej 7 miejsca raczej nie ma dla Lakers sensu. O ile San Antonio Spurs miewali swoje problemyw trakcie trwania obecnego sezonu, o tyle DeMar DeRozan i LaMarcus Aldridge dbają o to, by zapewnić Greggowi Popovichowi względny spokój i nie zaburzyć jego fenomenalnej serii 21 zapracowanych wiosen z rzędu. Koniec końców LeBron i spółka są zdani na samych siebie – 4 porażki w pięciu ostatnich meczach nie napawają optymizmem, ale, jak przyznał sam James – przerwa na All-Star Weekend musi być dla jego drużyny przełomem.

Waszym zdaniem – Lakers zagrają w tegorocznych play offach?

 

fot.  Harry How/Getty Images
Czytaj także: Harden odpowiada na krytykę Pippena i Bryanta