27 punktów Anthonego Davisa nie wystarczyło by przeciwstawić się grającym zespołowo Portland Trail Blazers. Ostatniej nocy New Orlean Pelicans wyraźnie przegrali 112:128 i mimo, że to dopiero połowa sezonu ich szanse na playoffy wyraźnie maleją. W mieście kolebki jazzu wszyscy zadają sobie to samo pytanie: czy słaba postawa zespołu zdecyduje o odejściu ich supergwiazdy?

 

Dla Pelicans to druga porażka z rzędu. Spowodowała, że zespół znajduje się na 12 miejscu w tabeli konferencji wschodniej ze stratą 11 meczy do lidera oraz 4 meczy do ósmego miejsca gwarantującego udział w playoffs. Od dobrych kilku lat „zachód” jest o wiele mocniejszy od „wschodu” i o udział w playoff niezwykle trudno. W aktualnym sezonie sytuacja jest wyjątkowo skomplikowana. Osiem zespołów, między miejscem szóstym a trzynastym dzieli różnica tylko pięciu wygranych meczy. Każdy mecz jest ważny, każde zwycięstwo na wagę złota a każda porażka może zemścić się pod koniec sezonu.

W zespole z Luizjany to wyjątkowy rok. Kontrakt Davisa zakłada tzw. player option w 2020 roku. Oznacza to, że sam zawodnik ma prawo zdecydować czy przedłużyć umowę ze swoim pracodawcą na kolejny rok. Dlatego też cel dla władz zespołu na obecny sezon jest jasny: znaleźć argumenty by przekonać swoją supergwiazdę to związania się z nimi na dłużej.

Zaczęło się całkiem nieźle. Pelicans niesieni euforią poprzednich playoffs, po sweepie jaki zafundowali Portland wystrzelili w nowym sezonie z bilansem 4 zwycięstw z rzędu. Nikola Mirotić dobrze przyjął się w zespole a Jrue Holiday grał jak All Star. Nowe nabytki w postaci Juliusa Randle i Elfrida Paytona rozpoczęły bardzo obiecująco.

Niestety potem było już tylko gorzej: 6 przegranych z rzędu, kontuzje kluczowych zawodników, brak zaangażowania na obu końcach parkietu i trochę niedopasowany roster. Wyszły braki i bardzo krótka ławka rezerwowych. W zespole nie ma dobrych skrzydłowych, którzy potrafią rozciągnąć obronę i rzucić trójkę, minąć przeciwnika i skończyć pod koszem a do tego dobrze bronić, najlepiej kilka pozycji. Salomon Hill po paśmie kontuzji jest już cieniem samego siebie a następców brakuje. W NBA gra się teraz szybko i rzuca z daleka a tego w zespole brakuje. Nie ma również kreatorów, którzy samodzielnie potrafią zdobyć punkty.

Zespół gra po prostu przeciętnie a to zdecydowanie za mało na „nabity” mocnymi zespołami zachód.   I to wszystko mimo faktu, że Anthony Davis wciąż gra jak kandydat do MVP sezonu i top 5 gracz w NBA. Jego statystyki są imponujące 29,3 pkt, 13,3 zb, 4,4 asysty i 2,6 bloku na mecz.

Niestety okazuje się, że to za mało. Pelicans przegrywają, a kibice zgrzytają zębami na samą myśl o odejściu swojego kluczowego zawodnika.  Davis nie ma odpowiedniego wsparcia i chociaż zdaje sobie z tego sprawę, zachowuje się dojrzale i z reguły nie narzeka ani nie daje mediom powodów do spekulacji na temat swojej przyszłości. Wymaga więcej od siebie. W wywiadzie dla Yahoo Sports przyznał, że „aby chociaż dać szanse na zwycięstwo swojemu zespołów i utrzymać go w grze musi grać perfekcyjnie”. Jest to chyba najcelniejsze podsumowanie szans swojego zespołu. W każdym meczu Davis musi grać jak  MVP, a każda chwila słabości kończy się porażką.

Notowania na udział Pelicans w playoff spadają a tym samym ilość pytań na temat przyszłości Davisa w zespole stale rośnie. Analiza ESPN daje im 37 %  szans na awans. Sam zawodnik podkreśla, że liczy się tylko tu i teraz i zrobi wszystko by poprawić sytuację zespołu ale wielu fachowców widzi już go w innych zespołach. Zapewne nie ma zespołu, który by go nie chciał ale biorąc pod uwagę możliwości przedstawienia New Orleans sensownej oferty zwrotnej  głównymi faworytami po usługi Anthonego Davisa są Boston Celtics oraz  oba zespoły z LA.

Dlatego też sytuacja jest trudna. Władze klubu robią wszystko aby wzmocnić zespół i dać Davisowi powody by chciał tu zostać. Z drugiej strony, jeżeli pozycja klubu się nie poprawi być może trzeba będzie zdobyć się na odważną decyzję o przebudowie zespołu i sprzedaży Davisa zanim on sam postanowi odejść.  Jedni powiedzą, że to smutna wizja, ale jest wielu innych, którzy twierdzą, że zespół poprzez nieudolne zarządzanie marnuje najlepsze lata zawodnika o potencjale, który pojawia się raz na pokolenia.

Tomek Kubień