Bourré. Jeśli nie pochodzicie z Luizjany, ta nazwa pewnie nic wam nie mówi. Bourré to gra karciana, zasadami zbliżona do pokera, jednak dająca wiele dodatkowych możliwości, jeśli chodzi o przechytrzenie przeciwnika i próbę nerwów. Dla zawodników NBA jest to idealna przenośnia rywalizacji na parkiecie. I jedna z najbardziej tajemniczych rozgrywek w szatniach i samolotach w trakcie sezonu.

 

 

Ta gra to jak koszykarski parkiet. To sala treningowa. Słyszałem, że Celtics z Allenem, Garnettem i Piercem stawiali Roll-Royce’y podczas gry w samolocie. To nie jest zabawa. Przeciwnik stara się cię zniszczyć. To jak postawić Tigera Woodsa, Michaela Jordana i Floyda Maywethera przy stole w kasynie. Nie chodzi o kasę. Oni mają pieniądze. Chcą cię k***a zniszczyć. Chcą żebyś cierpiał. Od tego momentu, twoja dusza należy do nich.

Gilbert Arenas wie, co mówi. To właśnie gra w bourre, lub booray sprawiła, że opuścił cały sezon. W międzyczasie zaczęły się problemy z kontuzjami, które ostatecznie przekreśliły jego karierę. To jednak i tak nic w porównaniu z tym, do czego doprowadziła jego kompana z drużyny, Javarisa Crittentona. Podczas jednego z lotów, Arenas obudził się z drzemki i zauważył, że jego koledzy grają w karty. Crittentonowi nie szło zbyt dobrze – dwukrotnie przegrał sporą sumę pieniędzy.

Krwawił. Ja się trochę podjarałem, bo stawka osiągnęła już 1100 dolarów. Wyczułem krew. Przyłączyłem się, a on zaczął wrzeszczeć. Był cały rozstrzęsiony. ,,Jak możesz teraz dołączyć do gry?”. Był rozczarowany bo widział jakie są stawki, a był ostatnią osobą, która dostała karty.

Widziałem, że jest zdenerwowany, więc zacząłem swoją typową gadkę. ,,O tak kochany, tylko mi tu teraz nie zaśnij!” Ale wszyscy znali mój styl. Wiedzieli, że będę się droczył. Chcę cię zniszczyć.

Podczas rozdania Gilbert, który rozdawał, zauważył po wzroku pozostałych graczy, że najlepsze karty ma JaVale McGee, który nie chciał wymienić ani jednej z nich. Kiedy przyszła kolej Crittentona, ten rozwścieczony zażądał pięciu nowych kart. Arenas, widząc co się święci, wycofał się z rozgrywki, odsłaniając swoje karty.

Powiedziałem: Jesteście zdani na siebie. Zachowujecie się jak dzieci. Idę spać. Teraz Javaris był jeszcze bardziej zły. Wszedłem do gry, podwoiłem stawkę, wystawiłem go.

JaVale wygrał. Samolot wylądował, a Javaris powiedział do niego: Więc pozwolisz mi stracić moje pieniądze w ten sposób? Nie dasz mi nawet szansy się odegrać? Za takie coś dopadli by cię na ulicy! Włączyłem się w rozmowę i powiedziałem coś w stylu: Javaris, spalę swoje auto z Tobą w środku. Na co on: Ok, to ja Cię zastrzelę. Mówię Okej, więc przyniosę ci broń.

Dwa dni później doszło do zdarzenia, o którym środowisko sportowe mówiło jeszcze przez długi czas. Arenas przyszedł na trening Wizards z czterema nienaładowanymi pistoletami i położył je na stole w szatni.

Chodziło o to, żeby pokazał, czy nie blefuje. Zastrzelisz mnie? Proszę bardzo, wybierz sobie broń.

Coś, co według Agenta Zero miało być żartem, przerodziło się w dużo poważniejszą sprawę kiedy Critteenton wyciągnął własny, naładowany pistolet i wycelował w kolegę z drużyny. Reszta zawodników dopiero zbierała się do szatni, żartując i śmiejąc się. Kiedy zauważyli co się święci, opuścili ją tak szybko, jak to możliwe, zostawiając uzbrojoną dwójkę samą sobie.

Caron Butler, który także grał wtedy w Waszyngtonie, wspomina:

Kiedy wszedłem do szatni pomyślałem, że ktoś cofnął czas i znów jestem na ulicach Racine. Gilbert stał obok swojego miejsca w szatni, zajmowanego wcześniej przez Michaela Jordana, z czterema gnatami i Javarisem naprzeciw siebie. Nie spanikowałem, bo widziałem dużo gorsze rzeczy i słyszałem odgłos strzałów więcej razy, niż mógłbym zliczyć.

Cała sprawa na szczęście zakończyła się bez oddania choćby jednego strzału, jednak David Stern, ówczesny komisarz ligi, nie miał litości. Obaj gracze zostali zawieszeni do końca sezonu. Crittenton już nigdy nie wrócił do NBA. Dwa lata później znów znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Tym razem konsekwencje były dużo gorsze. Javarisa oskarżono o wzięcie udziału w zabójstwie 22-letniej kobiety i skazano na karę więzienia, które opuści dopiero w 2036 roku.

Gra w booray nie straciła na popularności. Do dziś jest jedną z ulubionych rozrywek zawodników NBA, ale także MLB i NFL.

To nie ma nic wspólnego ze stawianiem w kasynie. Chodzi o shit-talking. To jakby ktoś rzucał nad tobą punkty w każdej akcji. Ja jestem mistrzem shit-talking. Mogę przegrać 40 tysięcy, ale jeśli kogoś zdenerwuję do tego stopnia, że to on się czuje przegrany? Wygrałem. Nie czuję się wtedy jako największy przegrany tej nocy.

Więcej o grze w booray i innych przygodach z nią związanych już wkrótce.

źródło:actionnetwork.com

Grzegorz Kordylas
fot. actionnetwork.com
Czytaj także: Sixers znów tracą debiutanta!