10 lat spędzonych w NBA D.J. Augustin czekał na moment, w którym jego nazwisko wybiło się ponad resztę. Orlando Magic, na których nie liczył chyba żaden kibic spoza Florydy, przywrócili w Toronto klątwę pierwszego meczu i wyrwali Raptors pierwsze zwycięstwo w serii.

 

W wyrównanej do samego końca czwartej kwarcie było wszystko. Powroty, zmiany prowadzenia, bohaterskie rzuty, błędy. Kawhi Leonard był bliski chwały. Najpierw na półtorej minuty przed końcem trafił trójkę wyrównując stan meczu, a 30 sekund później wyprowadził Raptors na prowadzenie. Trudno być bliżej chwały w pierwszym meczu play offs w nowych barwach.

Plany pokrzyżował mu pewien 31-latek, o którym raczej nikt nie wspomniał, kiedy wymieniano zawodników mogących zmienić oblicze serii. Najpierw minął Danny’ego Greena i trafił spod kosza trudny lay-up w pełnym biegu. Chwilę później wykorzystał chwile zawahania Leonarda i Gasola i odpalił trójkę, która okazała się najważniejszym rzutem w całym meczu.

Szanse na odzyskanie swojej chwały miał jeszcze Kawhi. To do niego należał ostatni rzut, który mógł ewentualnie doprowadzić jeszcze do dogrywki. Niestety dla Raptors, piłka nie doleciała do kosza, a kibice w Parku Jurajskim znów musieli zmierzyć się z koszmarami play offs. Ich ulubieńcy w meczach otwierających serie mają bilans 2-14 – drugi najgorszy w całej historii NBA.

To jednak nie Leonard był największym przegranym tego meczu. Kyle Lowry w ciągu 34 minut gry nie zdobył ani jednego punktu. Spudłował 7 rzutów z gry (6 z dystansu) i oba osobiste. Trudno wyobrazić sobie, by Raptors nie wyszli na drugi mecz, jakby było to najważniejsze spotkanie w ich życiu.

Dla widowiska, play offs na Wschodzie lepiej zacząć się nie mogły.

fot. NBA.com
Czytaj także: Nets szokują w Filadelfii!