Ze wszystkich dotychczasowych występów w barwach Dallas Mavericks, ten był dla Harrisona Barnesa najdziwniejszy – był bowiem ostatnim, a sam zawodnik, podobnie jak i my, dowiedział się o tym w jego trakcie.

 

Po tym, jak w 26 minut Barnes rzucił Hornets 10 punktów, zszedł na ławkę rezerwowych, a realizator transmisji poinformował nas o tym, że Barnes nie jest już graczem Mavs. Zarówno dla widzów, jak i dla 26-latka było to nie lada zaskoczenie.

Barnes powędrował do Sacramento Kings w zamian za Zacha Randolpha i Justina Jacksona. Mavs zaoszczędzili dzięki temu trochę pieniędzy (Barnes ma opcję zawodnika na przyszły sezon wartą 25 milionów dolarów) i są blisko tego, by latem móc zaoferować komuś maksymalny kontrakt. Druga sprawa – Harrison po przenosinach z Golden State Warriors, z którymi zdobył tytuł, miał być w Dallas opcją numer jeden i faktycznie tak było – w dwóch pierwszych sezonach rzucał dla Mavs średnio 19 punktów na mecz. Sukcesów z tego jednak nie było, a właśnie te włodarze, kibice i zawodnicy Dallas mają przed oczami, gdy widzą przed sobą przyszłość z Luka Doncicem i Kristapsem Porzingisem na czele. Z której strony by na to nie patrzeć – Harrison Barnes stał się ofiarą ostatniego ruchu transferowego Donniego Nelsona.

Grzegorz Kordylas
Czytaj także: Właśnie dlatego jest All-Starem