Jimmy Butler nadal może żądać wymiany, nie przeszkadza mu to jednak w wygrywaniu meczów dla Minnesota Timberwolves. Po fatalnym występie przeciwko Milwaukee, 29-latek błyszczał u siebie przeciwko LA Lakers i zapewnił swojej ekipie 3 zwycięstwo w 7 meczu rozgrywek.

 

Los Angeles Lakers – Minnesota Timberwolves 120:124

Nie tylko Butler, który rzucił dziś 32 punkty, miał o czym myśleć po meczu z Milwaukee Bucks. Cała drużyna z Minnesoty została skazana na pożarcie po jednym z najgorszych występów za czasów Toma Thibodeau. Dziś podopieczni Thibsa mieli więc sporo do udowodnienia, nie tylko własnej publiczności, ale przede wszystkim sobie. Po zaciętym spotkaniu mogą być z siebie zadowoleni – w końcówce przetrwali próbę nerwów i przyczynili się do drugiej porażki Lakers z rzędu.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Po wypracowaniu sobie 10-punktowej przewagi w końcówce, Wolves zaczęli mieć problemy i gubić się po obu stronach parkietu. Goście napędzani przez LeBrona Jamesa (29pkt/10zb) zmniejszyli straty do dwóch oczek i wydawało się, że mają Timberwolves na widelcu. Ci nadal mieli w zanadrzu argument, na którego Lakers przez cały wieczór nie znaleźli odpowiedzi. Kiedy jego drużyna na gwałt potrzebowała punktów, Jimmy Butler przejął sprawy w swoje ręce i postawił kropkę nad I.

Była to piąta trafiona trójka Butlera w samej tylko czwartej kwarcie – na pięć oddanych prób.

Po drugiej stronie – frustracja. Lakers po raz kolejny okazali się gorsi od rywali w crunch time. W meczach, w których o zwycięstwie decyduje różnica 5 lub mniej punktów, LeBron James i spółka są już 0-3. Dziś głównej przyczyny porażki, oprócz ofensywnej niemocy w kilku ważnych momentach, możemy szukać w faulach (30-15 w rzutach osobistych na korzyść Wolves) i zbiórkach. Lakers pozwolili rywalom na aż 20 zbiórek ofensywnych i popełnili kilka karygodnych błędów w ofensywie. Luke Walton wie, że jeśli Lakers mają obwiniać kogoś za słabe wyniki, to tylko siebie samych.

Nikt nie będzie się nad nami rozczulał. To my musimy dojść do tego jak wygrywać zacięte mecze. I zrobimy to, nie mam co do tego wątpliwości. W końcu zaczniemy wygrywać. Teraz zdarzyło nam się kilka wpadek.

Oczywiście jest w nas sporo frustracji z tego powodu, to będzie ciężki powrót do domu.

Po dwóch porażkach na wyjeździe, Walton i jego podopieczni wracają do Staples Center na mecz z Dallas Mavericks.

fot. ESPN
Czytaj także: Klay „14” Thompson!