Charlotte Hornets pokonali poprzedniej nocy Toronto Raptors w niesamowitych okolicznościach. Ekipa z Północnej Karoliny jest w trudnej sytuacji, ale nadal walczy o play-offy wschodniej konferencji. Poprzedniej nocy dopisało im szczęście.

 

Jeremy Lamb naoglądał sie March Madness NCAA i postanowił przenieść trochę na ligowe parkiety. Charlotte Hornets przyjechali do Toronto po trzecie zwycięstwo z rzędu. Są w tym momencie dwa mecze za Miami Heat, którzy zajmują 8 – ostatnie – miejsce premiujące do play-offów wschodu. Zatem Szerszenie nie mają zamiaru się poddawać i dopóki jest szansa, będą walczyć. Tak, jak zrobili to poprzedniej nocy przeciwko teoretycznie mocniejszemu rywalowi. Na 44 sekundy przed końcem Kawhi Leonard trafił punkty, które dały gospodarzom prowadzenie, a w kolejnym posiadaniu zablokował próbę Kemby Walkera. Raptors mieli to w kieszeni.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Kawhi mógł przypieczętować zwycięstwo swojego zespołu na 5,8 sekundy przed końcem, ale spudłował rzut z wyskoku. Hornets mieli zatem wystarczająco dużo czasu, by wyprowadzić akcję z rzutem za dwa na remis i za trzy na zwycięstwo. Pascal Siakam utrudnił Jeremy’emu Lambowi złapanie piłki i zawodnik Hornets, by ją opanować wybiegł aż na własną połowę, skąd odpalił rakietę ziemia-powietrze, która przecięła siatkę odbijając się jeszcze od tablicy. Takiego game-winnera w tym sezonie jeszcze nie widzieliśmy. Zespół natychmiast dopadł Jeremy’ego celebrując absolutnie wyjątkowe zwycięstwo.

Gracze Jamesa Borrego mówili po meczu, że tego dnia koszykarscy Bogowie po prostu sprzyjali im. Mieli bez wątpienia rację. Niemniej Hornets sami sobie zadanie utrudnili, bo jeszcze na 7:50 przed końcem czwartej kwarty prowadzili w tym meczu 109:96. Ostatecznie wygrali 115:114.

Zobacz także: Zmarnowane 7 koła
fot. Streeter Lecka/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek