Patrząc na to, jak potoczyła się ta seria, trudno wytłumaczyć pierwszy mecz wygrany przez Celtics. Było to jedyne spotkanie, w którym podopieczni Brada Stevensa faktycznie wyglądali jak drużyna gotowa do walki o najwyższe cele. Od tamtej pory obraz ten zmienił się diametralnie.

 

Boston Celtics – Milwaukee Bucks 91:116

Tylko cud mógł uratować Celtics przed odpadnięciem z play offów dzisiejszej nocy. Z pewnością nie mogli zrobić tego bowiem zawodnicy.

Kyrie Irving, który po meczu numer 3 zapowiedział, że tak słaba skuteczność (8/22) raczej nie przytrafi mu się po raz kolejny, rozegrał od tamtej pory jedne ze swoich najsłabszych spotkań w play offs w karierze.

I choć nie należy obwiniać go za słabą grę całej drużyny, trzeba powiedzieć wprost – tej wiosny na próżno szukać lidera, który zawiódł w równym stopniu, co Kyrie. W całej serii Irving trafił ledwie 35% swoich rzutów, 22% za trzy i został całkowicie przyćmiony przez defensywę Bucks. Rok temu Terry Rozier, Jaylen Brown, Jayson Tatum i Al Horford przeprowadzili C’s przez prawdziwą wojnę, wygrywając z Milwaukee w 7 meczach. Tym razem, w pełnym składzie, Celtics nawet nie zbliżyli się do poziomu prezentowanego przez podopiecznych Mike’a Budenholzera.

Po pierwsze – obrona. Bucks spowolnili dziś ekipę Brada Stevensa, nie pozwalając na przeprowadzanie składnych akcji i pilnując każdego, kto mógłby stanowić zagrożenie. Na przestrzeni całej serii zatrzymali Jaysona Tatuma na 34% skuteczności (45% w sezonie regularnym). Gordona Haywarda na 9 punktach w dwóch ostatnich meczach. Terry’ego Roziera, który fakt faktem nie grał zbyt dużo, także na 9 punktach – w trzech ostatnich meczach tej serii. Skuteczność Celtics w dzisiejszym meczu? 31% z gry. 17% z dystansu.

Po drugie – kolektyw. Kibice w Milwaukee nie oglądają teatru jednego aktora. Giannis nie musiał dziś się specjalnie przemęczać. Jego 20 punktów w zupełności wystarczyło Bucks w ataku – aż 7 zawodników rzuciło przynajmniej 10 oczek. Do gry wrócił Malcolm Brogdon i momentalnie wzmocnił tę już nieosiągalną dla Celtics w tym sezonie ekipę.

Po trzecie – Giannis.

Nie da się go nie lubić. Nie da się nie podziwiać. Średnio 27 punktów i 11 zbiórek w tych play offs to dopiero rozgrzewka. W Finałach Konferencji czeka go pojedynek z Kawhi Leonardem lub kolektywem gwiazd z Filadelfii. Jeśli dojdzie do tego pierwszego – tytuł najlepszego zawodnika na Wschodzie rozstrzygnięty zostanie w bezpośrednim pojedynku.

Czekamy z niecierpliwością.

fot. Maddie Meyer/Getty Images
Czytaj także: Warriors wyszarpali zwycięstwo!