Piękny sen Derricka Rose’a nie ma końca. Po latach walki z kontuzjami, D-Rose przeżywa w Minnesocie drugą młodość, a w Chicago, gdzie swego czasu został MVP ligi, potrafią to docenić. Dziś Timberwolves nie dali szans Bulls na ich własnym parkiecie, a kibice w United Center kibicowali jednemu graczowi więcej, niż zwykle.

 

Przez 7 lat Derrick Rose był ukochanym synem Chicago. W swoim MVP Year poprowadził Bulls do Finałów Konferencji, w których zatrzymali ich dopiero LeBron James i Dwyane Wade. Później przytrafiały się jednak kolejne kontuzje, Bulls grali coraz gorzej, a Rose’a w końcu oddano do Nowego Jorku. Po kilku miesiącach wrócił do Chicago jako gracz Knicks i został w United Center wygwizdany. Jak wiele może się zmienić w ciągu dwóch lat – przekonaliśmy się dziś w nocy. 24 punkty i 8 asyst Rose’a być może przemknęłoby bez większego echa, gdyby nie fakt, że dla kibiców Bulls był to największy powód do radości tego wieczoru.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Chicago przywitało Rose’a jak bohatera, podsumowując jego wytęp okrzykami ,,MVP!”, kiedy wykonywał swój jedyny rzut osobisty tego wieczoru. Trudno pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu 30-latek rozważał zakończenie kariery.

Wolves wygrali drugi mecz na wyjeździe z rzędu – na wcześniejsze dwa zwycięstwa poza domem czekali…dwa miesiące.

fot. ESPN
Czytaj także: Przerwa LeBrona Jamesa?