Organizacja, która w krótkim czasie miała stanowić poważne zagrożenie dla Golden State Warriors znajduje się w krytycznym punkcie. Bałagan w zarządzie Lakers wyszedł na jaw przez komentarze Magica Johnsona, który krytykuje zwłaszcza Roba Pelinkę. Ten nie ma pojęcia, dlaczego Magic uwziął się akurat na niego.

 

Się porobiło. Lakers dopiero co zatrudnili nowego trenera – Franka Vogela, a ten już przygląda się z bliska prawdziwej telenoweli. Magic Johnson, który kilka tygodni temu bez uprzedzenia zrezygnował ze stanowiska prezydenta klubu, czym rozwścieczył m.in. LeBrona Jamesa, wczoraj za pośrednictwem ESPN uzasadnił swoją decyzję. Dostało się zwłaszcza Robowi Pelince, którego Johnson nazywa zdrajcą, oraz Timowi Harrisowi – byłemu piłkarzowi, który dziś odpowiada za decyzje biznesowe w klubie.

Nie podobało mi się to, że Tim Harris za bardzo angażował się w koszykówkę. Powinien zajmować się biznesem, a on wtrącał się w nasze rzeczy. Jeanie [Buss] musi z tym skończyć. Musi przestać pozwalać ludziom angażować się w nie ich sprawy.

[…]

Wszystko szło w dobrym kierunku, kiedy nagle dochodziły mnie słuchy w stylu Magic nie pracuje wystarczająco ciężko; Magica ciągle nie ma w biurze. Ludzie opowiadali mi, ze Rob chodzi i rozpowiada te rzeczy za moimi plecami. Bardzo mi się to nie spodobało. Nagle dostaję telefony od ludzi spoza środowiska koszykarskiego, którzy mówią mi o tym samym. Więc sprawa nie dotyczy już tylko biura Lakers, ale także mediów itd. A ludzie zwracają na to uwagę – siedzę w tej branży od 40 lat, mam przyjaciół, wrogów.

Rzeczą, która przelała czar goryczy był fakt, że chciałem zwolnić Luke’a Waltona. Mieliśmy trzy spotkania. Pokazałem Jeanie rzeczy, które według mnie Luke robił dobrze i te, w których zawodził. Mówię Słuchaj, musimy zatrudnić lepszego trenera. Lubię go, grał w Lakers i w ogóle, ale musimy. Więc najpierw słyszę, że tak, powinniśmy to zrobić. Dzień później – ok, możesz go zwolnić. Kolejnego dnia – Nie, poczekaj z tym. Po czym wraca z Timem Harrisem, a on i kilka innych osób namawia mnie, żeby nie zwalniać Luke’a, bo to przyjaciel Tima. […] Kiedy Tim zaczął wtrącać się we wszystko, pomyślałem sobie: To tyle, na mnie już czas. Gadają za moimi plecami, nie mam wystarczającej władzy, by podejmować decyzje, więc powiedziałem w końcu, że zdałem sobie sprawę, że nie mam takiej władzy, jak myślałem. Ta praca nie sprawia mi już przyjemności, więc muszę z niej zrezygnować.

Cała wypowiedź:

Na odpowiedź Roba Pelinki nie trzeba było długo czekać.

 

 

To smutne i łamiące serce, że wierzy w te wszystkie rzeczy. Myślę, że każdy z nas przechodził przez sytuację, w której dochodziły go plotki od osób trzecich, w stylu: Słyszałem, że ktoś powiedział to i tamto, które nie są prawdą. Rozmawiałem z nim kilka razy od momentu, w którym ustąpił. Odbyliśmy wiele świetnych rozmów, więc to, co powiedział jest dla mnie zaskakujące i smutne. Mam nadzieję, że uda nam się spotkać i porozmawiać, przejść przez to jak na dobrą znajomość przystało. Te plotki nie są prawdziwe.

Jak było naprawdę? Szczerze mówiąc – mało nas to obchodzi. Cała sytuacja pokazuje jednak tylko jak toksyczna jest atmosfera w klubie, w którym najwyraźniej wszyscy chcą przypodobać się Jeanie Buss. A pośrodku wszystkiego pozostaje LeBron, który ma zapewne nadzieję na to, że ten niezorganizowany zarząd latem zachęci do dołączenia do klubu najlepszych wolnych agentów.

Nie tak miała wyglądać przygoda Jamesa w Los Angeles.

Czytaj także: Steph znów gra jak MVP!